jeśli pogoda dopisze i lodowiska będą czynne, to też jestem za tym
mates schlej rodzinke z ranca w niedziele i będziesz miał spokój
poza tym Adaś Astra oferował Ci pomoc w dojeździe do Olsztyna - wystarczy, że dojedziesz do Olsztynka a tu już jest okazja, ja bym nie odpuścił
ekipa z Kwidzynia ładnie się zbiera - szucunek
mam nadzieje, że Elbląg też nie zawiedzie
Mam dla Was drodzy AKPowicze propozycję;)
Proponuję spota w Elblągu. Jako taki plan który sobie wymyśliłem to łyzwy na krytym lodowisku przy muzyczce, następnie jakieś jedzonko w sympatycznej atmosferze, no i kto by chciał to może wieczorem jakis soczek lub jakies party. Jeśli chodzi o jakies koszty to 6zł za godz. za lodowisko i 5 zł za wypozyczenie łyżew. Jest to obiekt zadaszony, muzyczka leci i jest fajnie. Naprawdę warto.
Ale jest jedno ale: kiedy?
W grę wchodzą 15.11.2008, 22.11.2008, 29.11.2008. Tym razem jestem lepiej przygotowany niz ostatnio i mam nadzieję że będziecie zadowoleni jesli przyjedziecie oczywiście. Więc pora zacząć dyskusję. Mi osobiście, na dziś, pasują wszystkie podane daty, więc się dostosuje:) to co sa jacyś chętni?
ludzie nie przesadzajcie , mamy zajebistego prezydenta który piękny most nam wybudował , wiele ulic w centrum pięknieje większość bloków w centrum ma nową elewację , ulica Hetmańska pięknie przystrojona na święta a co do sportu : powstaje cudowne kryte lodowisko , rozpisano przetarg na inwestora który wybuduje nam aquapark będziemy się ślizgać do wody superrr już się doczekać nie mogę . a co do piłki po co nam ? na stadion przychodzi mało ludzi i tylko kłopoty mogą być gdybyśmy awansowali wyżej bo przyjeżdzaliby chuligani z innych miast i trzeba by zapewnic ochronę policji która opłacana jest przecież z budżetu miasta , lepiej chyba posadzic za te pieniądze nowe róże w kwietnikach w centrum czyż nie ?
ps. kiedyś na HP portEl-u był temat : "czego brakuje wam w Elblągu"
najczęściej spotykane odpowiedzi to : Multikino , nowa duża dyskoteka , kluby jakieśtam muzyczne , więcej Hipermarketów itp. o piłce wspomniała jedna osoba i została zmieszana z błotem przez elbląskie społeczeństwo , podkuliła uszy i uciekła tutaj.
Dokladnie po c**j nam kolejna hala a dokladniej dwie? Kompleks basenow? No po kiego ch**a to nam potrzebne? Mamy 2 nowe hale pod lodowisko i pilkarzy recznych to po kiego kolejne dwie? Trzeba przeciez zrobic jeszcze hale pod druzyne koszykowki(nie orientuje sie ale chyba procz Truso to nie ma zadnej), siatkowki na siedzaco, siatkowki(tutaj nie ma chyba druzyny), nastepna dla recznych no i oczywiscie na baltic cup oraz jak zrobia mistrzostwa swiata w tancach klasycznych 25 kategorii to im tez sie kolejna hale postawi... zobaczcie w Kielcach odwalili stadion i jest on wizytowka miasta... kazdy sie nim zachwyca... w Elblagu jest bieda z nedza... nie dosc ze murawa wyglada jak uprawa ziemniakow wraz z burakami... ehh szkoda gadac... chyba przez nastepne 3,5 roku nie zobaczymy nawet projektu stadionu, zeby dac nam kibicom najbardziej zasluzonego klubu w miejscie chociaz nadzieje ze takie cos powstanie... zaprosmy moze znowu tego prezydencika na mecz i pokazmy mu ze naprawde warto zainwestowac w nasz klub... wziasc jego na rozmowe albo sie do niego udac i pogadac o tym ale pewno i tak to oleje... szkoda gadac...
Jak na razie moja zabawa z hokejem to rozbudowa lodowiska, szkolenie młodzieży i trzy transfery na 5 ligę wystarcza zobaczymy, co będzie dalej?
Tabela DIV 5.72
Drużyna M Z R P + - = Pkt
1. KS Pyrlandia Poznań 11 9 0 2 36 15 21 27
2. TKH CZERNIEWICE TORUŃ 11 8 2 1 38 15 23 26
3. Oberwalden SSA 11 6 2 3 27 21 6 20
4. Packhausen SSA 11 6 1 4 31 23 8 19
5. Koszinnen SA 11 6 1 4 30 22 8 19
6. Bobolino SSA 11 5 3 3 28 21 7 18
7. Mszczonowianka 11 4 5 2 28 29 -1 17
8. Iskra Sieroszewice 11 3 2 6 25 36 -11 11
9. Daster HK 11 3 1 7 33 36 -3 10
10. TS Visla Cracov 11 3 1 7 15 29 -14 10
11. Olimpia Elbląg 11 2 2 7 15 31 -16 8
12. wOjTi TeAm rS ! 11 0 2 9 18 46 -28 2
TKH CZERNIEWICE TORUŃ - KS Pyrlandia Poznań 1:4
Strzały 10 : 14
Procent wznowień 58% : 42%
Liczba kar 2 : 1
Mecz na szczycie div 5.72 Zwycięstwo z wiceliderem na jego lodowisku pozwala myśleć o spokojnym pierwszym miejscu na koniec sezonu.
1. KS Pyrlandia Poznań 18 16 0 2 67 21 46 48
2. TKH CZERNIEWICE TORUŃ 18 14 2 2 76 26 50 44
3. Oberwalden SSA 18 10 3 5 47 39 8 33
4. Packhausen SSA 18 10 1 7 49 36 13 31
5. Mszczonowianka 18 8 7 3 50 46 4 31
6. Bobolino SSA 18 7 7 4 39 32 7 28
7. Koszinnen SA 18 8 2 8 47 41 6 26
8. Iskra Sieroszewice 18 6 2 10 38 57 -19 20
9. TS Visla Cracov 18 5 2 11 26 50 -24 17
10. Daster HK 18 4 1 13 50 68 -18 13
11. wOjTi TeAm rS ! 18 2 3 13 24 69 -45 9
12. Olimpia Elbląg 18 2 2 14 22 50 -28 8
Właśnie dziś nowostawscy strażacy przygotowują lodowisko w Nowym Stawie. Gdzie? W parku na rogu ulicy Gdańskiej i Jana Pawła II. Przy takich mrozach woda szybko zamarznie. Ciekawe tylko, czy powtórzy się sytuacja z poprzednich lat, w których zamarzający lód był łamany przez młodzież i dzieci. Szkoda by było, gdyby próby strażaków znów się nie powiodły. Najbliższe lodowisko mamy w Malborku, gdzie niestety trzeba płacić. Następne w Elblągu, ale również płatne. Mamy szanse, aby mieć własne, darmowe lodowisko. Pozostaje nam mieć nadzieję, że w tym roku lód zdąży zamarznąć, a mieszkańcy uszanują próby utworzenia lodowiska. Jest szansa na rozrywkę w naszym miasteczku. Wystarczy tylko kulturalnie zaczekać, a potem łyżwy włożyć i cieszyć się zimą.
JA CHCĘ NA MEMORIAŁ DO ELBLĄGA!!!!!!!!!!!
CZEMU JA NIE MIESZKAM W BRANIEWIE

niedosyć że jest tam klub łyżwiarski i lodowisko, to jeszcze mecze reprezentacji się tam odbywają 
a w Słupsku? kurwa nic nie ma, bieda i nędza!!
i nawet nie próbujcie mnie pocieszać słowami że mam morze, bo te morze to mi się na chuj zdaje!! prawie w ogole na plażę nie wychodzę, pomijam już fakt że nie umiem pływać i w ogóle wstyd mi na plaży się pokazywać :/
Temat tegorocznego finału będzie taki sam, jak przed rokiem. Wolontariusze WOŚP zbierać będą środki finansowe na ratowanie życia dzieci poszkodowanych w wypadkach, w tym na naukę pierwszej pomocy.
*W Elblągu, zgodnie z tradycją, organizację miejskiego finału Orkiestry koordynują harcerze ![]()
*W programie są m.in. pokazy tańca towarzyskiego w wykonaniu tancerzy z EKT „Jantar” (godz. 10.30), prezentacja klubu karate „Andrex” (godz. 11.30), oraz występ młodzieżowego zespołu muzycznego.
*Po południu ruszają zabawy sportowe na lodowisku przy ul. Karowej
i wielkoorkiestrowy koncert na Placu Kazimierza Jagiellończyka.
*O godz. 20 elbląski finał zakończy tradycyjne światełko do nieba, czyli pokaz sztucznych ogni... ![]()
Ja mieszkam w Elblagu:P Rzeczywi?cie jest UKS Sz?stka i trenuje ich pani Beata Kukowska kt?ra przeprowadzi?a si? do Elblaga z Torunia. S? dwie grupy jedna to dzieci takie w wieku 7/8 lat kt?re sa bardziej zaawansowane: skacz? niekt?re pojedy?cze skoki, umiej? arabeski, piruet stany i r??ne kroczki, a druga grupa to dzieci kt?re dopiero ucz? si? wszystkiego. Poza tym od tego roku w SP nr 6 powstaie klasa z ?y?wiarstwem figurowym i to w?a?nie dzieci z tej klasy s? cz?onkami klubu. Szkoda, ?e dopiero teraz o tym pomyslano a nie jak mia?am 7 lat:( Do klubu tez mnie nie chcieli przyj?? bo jestem za stara:( No a poza tym to jeden ch?opiec z UKSu Sz?stki by? w tym roku wicemistrzem w kategorii m?odzik?w czy co? takiego:) Teraz lodowisko zamkni?te wi?c nic ciekawego si? nie dzieje zreszt? po tym wypadku, kt?ry si? wydarzy? na koniec sezonu pewnie musz? wszystko posprawdza?... A na treningi cz?sto chodz? popatrze? wi?c sie troch? orientuj?
Siemka.
Prawdopodobnie 7 lutego ( pierwsza sobota ferii zimowych ) będziemy rodzinką na lodowisku.
I tak se pomyślałem że miło by było spotkać się z AKP z WM i innych Województw.
Jeszcze nie jest pewne czy na pewno pojedziemy , ale bliżej wyjazdu dam znać.
Kto chętny to się wpisywać.
A jak nie to hehehe.
Panie Burmistrzu!
To lodowisko to jest super sprawa, więc dlaczego nikt nic nie robi? Pewnie przy wyborach zrobi się głośno, że trzeba coś zrobić, tylko dlaczego tylko wtedy? Może czas najwyższy posłuchać ludzi, czego chcą lub czego oczekują od Was- władzy. Dlaczego wszystko kojarzy się z Elblągiem, a Braniewo to zastygła dziura?
Witam!!! Widze ze dawno nikt w tym temacie nie grzebał? Jakby ktos chciał to moge udzielic kilka info na temat łyzwiarstwa sz. Trenowałem lat nascie łyzwiarstwo, a teraz syn trenuje. Oczywiscie ze ten sport nie bedzie nigdy tak popularny jak w Holandii. Gdzie jest niezliczona liczba lodowisk, 16 krytych torow ( w Polsce 0), i niezliczona liczba kanałow i jeziorek na ktorych odbywaja sie niezliczone maratony dla wszystkich!!! Nie wiem dla czego ale zle segurujecie ze wrotkarstwo z łyzwiarstwem nie ma za wiele wspolnego? Moim zdaniem wiele. Jak piszecie najlepszym przykładem jest amerykanin Chad Hedrick ktory w zimie jezdzi na łyzwach, a w lecie na rolkach. Z wielkimi sukcesami!!! Innym przykładem moze byc Witek Mazur z Sanoka typowy łyzwiarz, a w lecie rolkarz. Jest jeszcze wielu łyzwiarzy ktorzy w lecie jezdza na rolkach z sukcesami!!! Tak wiec proponuje rolkarze dokupcie sobie płozy panczen do swoich butow od rolek (jest takie same mocowanie) i w zimie smigajcie po zamarznietych jeziorkach. A jak ktos mieszka w lub blisko Lubina, Zakopanego, Tomaszowa Maz., Sanoka, Warszawy lub Elblaga to napewno jak przyjedzie na trening łyzwiarzy to bedzie mieli okazje posmigac!!! Zapraszam i zycze miłych wrazen???
Co prawda to prawda.
Ale jednak Anglia robi z ludzi faflunow bo tak sie czuję po 5 latach bycia tu. Na szczęście wracam i do polski i na tor.
Pamiętam bartka pisarka na torze. Dwa razy w elblągu i raz na stegnach bo raczej uczestniczyłem częściej na lodowisku niż latem na torze. Czy trener białkowski jeszcze sie udziela w tej branży?
Co prawda to prawda.
Ale jednak Anglia robi z ludzi faflunow bo tak sie czuję po 5 latach bycia tu. Na szczęście wracam i do polski i na tor.
Pamiętam bartka pisarka na torze. Dwa razy w elblągu i raz na stegnach bo raczej uczestniczyłem częściej na lodowisku niż latem na torze. Czy trener białkowski jeszcze sie udziela w tej branży?
Fajnie byc pamiętanym, możliwe, że ja też Cię pamietam, ale póki co nie wiem kim jesteś. Trener Białkowski nadal działa, jest nawet trenerem kadry.
Bo Słoninka woli budowac za kilka milionów lodowisko i hale na których nikt nie gra, zamiast promowac w końcu najpopularniejszy sport w Polsce. Bo przecież na Olimpię nawet w 3 lidze chodzi więcej osób niż na START w ekstraklasie.
nie wmówisz mi, że lodowisko i hala nie były potrzebne! zobacz jakie tłumy nachodzą lodowisko jak jest otwarte, a co do hali to też nie masz racji, było kilka spotkań międzynarodowych, jest nareszcie jakiś porządny sportowy budynek w tym mieście. co do frekwencji piłki ręcznej to nie wiem jak to jest, ale myślę, że jest porównywalnie.
natomiast niepodwarzalnie rzeczą absurdalna jest zbieranie budżetu! myślę, że jest to trochę wina klubu bo zaczęli rozmowy za późno, ale....
nikt nie wmówi mi, że Żywiec.SA obniża sponsoring z powodu kryzysu, browar kupuje się ciągle, nikt mi także nie wmówi że za awans i promowanie specjala na pół Polski to powód do obniżki.... co do UM to ja się kokosów nie spodziewałem, ale byłem pewny, że utrzymają warunki takie jakie były w 3 lidze. miałem też nadzieję, że wraz z awansem uzbiera się kilku mniejszych sponsorów, którzy łącznie uzbierają te kilkaset tysięcy zyla.
jak dla mnie jest to spektakl nadawający się do uwagi, bo jak klub który ma grubo ponad 50 lat istnienia, jak klub który uzyskał awans, jak klub który jest w poand 100 tysięcznym mieście nie może uzbierać 1 miliona złotych....
ja osobiście czekam do czwartku i mam nadzieję, że jakoś się nam to ułoży i wyskrobiemy te 1,5kk zyla i przystąpimy do rozgrywek z przyzwoitym trenerem, 2 wzmocnieniami i kibicami (kupującymi bilety) którzy chociaż w ilości 1500 osób co mecz będą się zjawiać na stadionie.
czekam na spokojne utrzymanie w 2 lidzie i czas (który już zresztą już dawno się skończył) na uporządkowanie spraw, stworzenie biznes planu, ogarnięcie stadionu i promocję PN w Elblągu.
Amen
Lipa, bo z bieżnią A po co w tych Kozienicach w ogóle taki stadion Dziecko jakiegoś sldowskiego barona za sport ma zamiar się wziąć
Mi się marzy na Agrikola stadion stricte piłkarski, a nie jakieś przytulisko dla wszelakiej maści "lekkoatletów" i "łyżwiarzy" elbląskich, bez bieżni Na tą chwilę stadion mamy jaki mamy w najbliższym czasie [jakieś 5 lat minimum, a pewnie i dłużej ] nie zanosi się, by cokolwiek miało się wtym temacie zmienić niestety Chcę by za to na obiekcie było czysto, schludnie, bo żal patrzeć jak wyglądają, straszą trybuny bez ławek, ze szkieletami konstrukcji stalowych, niedokończona robota. O stanie technicznym i wyglądzie "budynku klubowego" nie wspomnę - widok to wielce zasmucający. Czy to tak wiele trzeba, by choć elewację porządną zrobić Na Agrikola nie widać ręki gospodarza i to jest przykre. Od kiedy mamy Olimpię, a tam nad jedną z kas cały czas straszy obskurny skądinąnd, a teraz już i nieaktualny szyld "POLONIA" Takie na pozór drobne sprawy składają się na większą całość i ogólny odbiór, który w tej chwili jest fatalny. Czekam tylko, że klub będzie reklamował mecze starymi plakatami z logiem i napisami "polonia". Wtedy chyba sam wezmę się za ich zrywanie na mieście
A, że można to pokazuje przykład naszego rywala ligowego Jezioraka. Od kiedy pamiętam, to zawsze swoim stadionem mogli się pochwalić, a teraz ma być jeszcze lepiej:
Spokojnie, krzesełka na trybunie są w trakcie wymiany na nowe. ICSTiR zakupiło 100 krzesełek za 4000zł, będą wymienione również kolejne krzesełka.
Mam dla Was ciekawszą informację:
Dzisiaj na pierwszym spotkaniu Władz i trenera z piłkarzami, prezes Sobiech zapowiedział, że moderniazacja naszego stadionu pnie się ku końcowi. Dziś rano Prezes wraz z dr ICSTiR, Wojciechem Żmudzińskim, byli u burmistrza. Są już pieniądze na modernizację stadonu, czekają tylko na stosowne papiery. Modernizacja będzie wyglądała w następujący sposób: na pewno zostaną zadaszone niektóre trybuny oraz zostanie postawione sztuczne oświetlenie. Prace najprawdopodobniej ruszą jeszcze w tym roku.
Są u nas miliony na mocno wątpliwe inwestycje [typu lodowisko kryte, hala widowiskowo-sportowa, itp, itd], a nie znajdzie się nic na stadion Nikt mi nie powie, że Iława lepiej finansowo stoi od Elbląga. Przecież nasi rajcy wszem i wobec chwalą się jakimi to są mistrzami w wyrywaniu kasy z UE na inwestycje. To może wreszcie coś na stadion , który może i powinien być wizytówką miasta, może jakieś mecze kadry młodzieżowej, zgrupowania, bo kompleks jakby to postawić na nogi świetny, długo takiego szukać w okolicy - siłownia [tam gdzie urzędują ciężarowcy], hotel, hala jedna, hala druga, 2 boiska, Bażantarnia... Żal patrzeć jak to wszystko się marnuje i niszczeje
_________________
na 10 tys. ludzi Munio stadion wystarczy jesli chodzi o RP ale raczej na towarzyskie tylko...czesiek ci ludzie nigdy nie zrozumieja ze pilka nozna w Elblagu jest najbardziej popularna, beda budowac hale lodowiska tylko po chuj...
"Patrząc na przebieg sezonu należy wyróżnić głównie następujących graczy: Krzysztofa Wierzbę, Tomasza Sambora, Daniela Ciesielskiego i Artura Chrzonowskiego. Niewiele ustępowali im: Krzysztof Hyz, Rafał Anuszek, Adam Cicherski, Wojciech Kitowski, Grzegorz Miller, Daniel Czuk, Wiesław Korzeb, Rafał Lepka. Bogusław Lizak, Rafał Nadolny oraz Marcin Sierechan."
No bez jaj , tym panom dziękujemy!
Nie ma sensu utrzymywać takich zawodników. Muszą grać zdolni juniorzy i to już w sobotę. Niech się ogrywają, aby w kolejnym sezonie stanowi o sile Olimpii. Klubu nie stać na zakupy nowych piłkarzy o jakimś dorobku ligowym. Należy więc wzmacniać drużynę młodymi elblążanami.
A co do sponsora to rzeczywiście, bez jakiejś porządnej firmy będzie ciężko, ale dopóki mamy taką władzę w mieście, to w Elblągu piłka nożna będzie w niełasce. Nikt z Urzędu Miejskiego nie zachęci inwestorów do wyłożenia pieniędzy na Olimpię.
A jeśli chodzi o stadion przy Agrikoli, to szkoda gadać. Kielce wyłożyły z budżetu miasta około 12 mln zł na stadion (czyli 1/4 wszystkich kosztów), a resztę zapłaciła Unia Europejska.
Tak samo zbudować stadion chcą w Rzeszowie ( nie płacąc wszystkiego z miejskiej kasy - http://stal.rzeszow.pl/news//fullnews.php?id=195
A u nas? Dach nad lodowiskiem, a złote czasy łyżwiarstwa skończyły się w Elblągu jakieś 30 lat temu jak nie lepiej. Hala na Grunwaldzkiej dla piłkarzy/piłkarek ręcznych - ile chodzi widzów na mecze Startu czy Techtransu? Na Olimpii było ostatnio 700 widzów, a graliśmy w środę i to z jakimiś ogórkami! No naparwdę zajebiste inwestycje miasta w sport - a jakie popularne dyscypliny! Jeszcze zapomnialem o Jantarze - ci tez beda mogli sobie potanczyc w nowej hali. A w przerwie zimowej piłkarze Olimpii na bank nie będą mogli trenować przed rundą wiosenną w hali na Grunwaldzkiej.
Dobra, starczy już bo mi serce z nerwów stanie. Pozdro dla grupy ULTRAS i prawdziwych kibiców Olimpii, którzy ją dopingowali od pierwszego meczu - to Wy byliście prawdziwymi bohaterami tego sezonu!
Nie wiem czy to ma sens, ale skoro zlot odbywać się będzie po raz 3, to może byście go wypromowali jakoś (sorki, że tak wprost, ale chodzi mi o was w sensie ludzi z Elbląga, ponieważ nam by było ciężej).
Ponieważ ilość osób aktywnie skaczących w Elblągu jest znikoma Wink
Kolejna moja prośba do was: przeskanujcie Elbląg, wybierzcie co najciekawsze miejscówki (jeżeli będą one oddalone znacznie od siebie to sprawdźcie tramwaje itp.), żeby to miało ręce i nogi (nie mówię, że poprzednie zloty ich nie miały, ale przyznacie, że były trochę chaotyczny).
Muahahaa to mnie rozjebało Elblag jest tak wielki ze naprawde trzeba duzo chodzić hehehe zapraszam do Londynu
ja musze jeźdzć w pizdu daleko do najlepszych miejsc jakim jest Southbank czyli 40min odemnie bliżej jest z pasleka do elblaga hehe ![]()
Propozycje:
o- starowka ( duzo murkow i piaskownica dla Krowy)
o- Szkoła muzyczna (dobre sciany, murki, odrobina wysokosci)
o- Muzeum dla hardych (dobra ściana do wspinaczki i dropow,gapow,wall trickow)
o- ZSTI dla lubiacych dachy
o- Plac zabaw na zatorzu kolo dworca (miejsce na flow, garaze do gapow)
o- Plac jagiellończyka (precki, gapy, trickz)
o- Lodowisko (barieki, ściany)
o- Szkoła dla ułomnych, niepełnosprawnych ogolnie dla wynalazkow ale nie wiem jaki to tam adres ma ale bylismy tam 2 lata temu (dla lubiacych dachy)
o- Stacja BP na Płk. Dąbka ( za nia sa fajne ściany, barierki)
o - Jar (apteka, joker, szkoła, przedszkole... Barierki, gapy, murku, pisaskownica dla Krowy)
o - Zawada (biedronka)(Murki, ściany,barierki, znajdzie sie piaskownica dla Krowy)
o- Skarpa dla Krowy ;]
i jeszcze cos napewno sie znajdzie ; dnia Wto 16:10, 12 Sie 2008, w całości zmieniany 1 raz
Mnie rodzice ledwo puszczają na wyjazdy typu biwak, czy Zielona Szkoła (a kiedyś to mnie nawet do Elbląga na lodowisko nie chcieli puścić, ale jakoś ich wtedy przekonałam). Pomyśleć, co by powiedzieli, gdybym im któregoś dnia oznajmiła, że jadę (sama!) do Wa-wy. . .
Ot?? dnia 10 kwietnia na lodowisku odbywa?y si? pokazy UKSu Sz?stka jako zako?czenie sezonu. Oczywi?cie nie mog?o mnie tam zabrakn?? Najpierw prezentowa?y si? dzieci kt?re co? umiej? a potem te, kt?re umieja bardzo ma?o i takie dzieciaczki co jeszcze ledwo na ?y?wach sta?y No i te pokazy si? sko?czy?y gdzie? tak po godzinie i jedna z pa? trenerek powiedzia?a ?e maj? lodowisko wolne do 18 i ?e zapraszaja wszystkich do wsp?lnej zabawy. Dziewczynki (te z grupy umiej?tnych) zacz??y wchodzi? na l?d, a publiczno?? zacz??a zbiera? si? do wyj?cia i nagle BUM!!! i pisk. Wybuch?a jedna z lamp, metalowe obramowanie spad?o na l?d, a szk?o polecia?o prosto na te dziewczynki kt?re czeka?y na wej?cie na l?d. No i w?a?nie to szk?o spad?o prosto na g?ow? mojej ulubionej Ani:( Szybko pobiegli z ni? do szatni i wezwali pogotowie. Reszcie nic si? nie sta?o, zaraz przynie?li miot?? i zacz?li sprz?ta?. Dziewczynka trafi?a na obserwacj? do szpitala i za?ozyli jej chyba 3 szwy. Teraz lodowisko jest zamkniete do wyja?nienia sprawy tak przynajmniej m?wili. Tyle ?e to wydarzenie budzi wiele kontrowersji: czemu nie wezwano policji, ?e pracownicy lodowiska zaraz zacz?li "zaciera? ?lady", ?e nie by?o lekarza kt?ry udzieli?by pierwszej pomocy, ?e nawet apteczki nie by?o (nie wiem czy nie by?o ale nawet je?li by?a to z do?wiadczenia wiem ?e baaardzo s?abo wyposa?ona) nawet kto? m?wi? ?e lodowisko nie by?o oddane do u?ytku, ale nie wiem czy to prawda. Poza tym m?j tata (kt?ry jest elektrykiem i by? ze mn?) m?wi ?e to musia?o by? jakie? niedopatrzenie bo nawet je?li ta lampa wybuch?a to szk?o powinno p?kna? i zosta? w ramie a nie spa?? na d??... Tak wi?c jest wiele w?tpliwo?ci zwi?zanych z t? spraw?...
Podaj? wam tutaj linki do elblaskiej strony, gdzie mo?ecie znale?? zdj?cia z pokaz?w: http://www.portel.pl/reportaz0.php3?id_rep=387&id_dz=21
informacje o wypadku: http://www.portel.pl/artykul.php3?id_akt=23178&id_dz=1 i informacje o medalach zdobytych w tym roku przez UKS Sz?stka
Odnowione kąpielisko Arkonka, najnowocześniejsza w Polsce marina żeglarska i promenada spacerowa z widokiem na Odrę - na te inwestycje Szczecin dostanie pieniądze z Unii Europejskiej. Całość prac wyceniono na ok. 111 mln złotych.
O wpisaniu tych projektów na listę inwestycji, które mają szanse uzyskać wsparcie z Unii zdecyduje marszałek. On też określi czas, kiedy zostanie podpisana umowa i będzie można rozpocząć prace. Władze Szczecina zaś planują, że już we wrześniu ruszyłaby przebudowa bulwarów: Piastowskiego, Gdyńskiego i Elbląskiego.
- Rewitalizacja obszarów nadwodnych udostępni bulwary dla przybywających drogą wodną i lądową turystów oraz dla mieszkańców Szczecina. Miasto "przybliży się" do Odry - mówi Piotr Landowski z biura promocji i informacji szczecińskiego magistratu.
Projekt zakłada kompleksowe zagospodarowanie trzech bulwarów, które mają być przystosowane do uprawiania turystyki wodnej, uzupełniając z jednej strony braki miejsc do postoju jednostek sportowych i turystycznych oraz statków białej floty, z drugiej zaś, tworząc atrakcyjne miejsce spacerowe.
- Na nabrzeżach może być stworzony przystanek dla tramwaju wodnego - dodaje Piotr Landowski.
Przebudowę bulwarów wyceniono na 45 mln złotych. Przynajmniej część pieniędzy będzie musiało pochodzić z budżetu miasta. Jak twierdzą urzędnicy, mamy już większość niezbędnej dokumentacji, choć część z niej trzeba będzie uaktualnić.
Przewidywana data zakończenia projektu oszacowana jest na grudzień 2012 r., na pół roku przed finałem regat The Tall Ship's Races, którego mamy być organizatorami w 2013 r.
Za 36 mln złotych zostanie dokończona przebudowa mariny Pałacu Młodzieży. Ma powstać tu Euroregionalne Centrum Edukacji Wodnej i Żeglarskiej, które będzie zajmowało się szkoleniem dzieci i młodzieży. Potrzebna jest zatem nie tylko infrastruktura portowa, ale także ośrodek szkolno-dydaktyczny, baza noclegowa i socjalna, by przybijające do mariny jednostki miały komfortowe warunki.
Zimą 2014 roku będziemy jeździli na łyżwach na Arkonce. Takie są plan przebudowy kąpieliska. Kosztować ma 30 mln złotych. Rozpocznie się jednak nie wcześniej niż za dwa lata.
Projekt przewiduje przebudowę basenów tak, aby powstał duży basen pływacki umożliwiający organizację zawodów sportowych oraz baseny dla dzieci wraz ze zjeżdżalnią, pomostem i urządzeniami zabawowymi. Musi też być instalacja chłodząca, która umożliwi przekształcenie basenów płytkich w okresie zimowym na lodowiska. Przewidywany termin zakończenia - marzec 2013 roku.
Ynona Husaim-Sobecka, Głos Szczeciński
Pozdrawiam.
Ja rowniez smigalem na zatoce na lodowisku teraz co tydzien z dzieciakami do elblaga na lod jezdzimy i za kazdym razem spotykam kogos z Braniewka wiec faktycznie lodowisko u nas przydaloby sie!
Olimpia Elbląg - Powiśle Dzierzgoń 2-1 [0-1, 2-1] grano 3x30 minut
Bramki:
0-1 Krzysztof Boniecki 15'
1-1 Rafał Lepka 33' [k.]
2-1 Tomasz Wiercioch 52'
Skład: Michałowski [Hyz 45'] - Czuk, Cicherski, Kitowski, Anuszek, Kozieł, Wiercioch [Nadolny 60'], Młynik [Korzeb 78', zmiana powrotna], Ciesielski, Korzeb [Pasek 31'], Lepka [Gładek 60']
Oprócz tego w Gronowie byli: Lizak, Tyburski, Łojek , Gut ale oni nie zagrali tylko przez cały mecz truchtali wokół boiska. Zabrakło kontuzjowanego Marka Widzickiego i chorego Artura Chrzonowskiego. Miller i Sambor wyjechali na Mistrzostwa Polski Szkół Handlowych. Nie dojechał bramkarz z Mazowsza Grójec polecany przez Bogusława Oblewskiego, który miał być dziś testowany w Olimpii.
Mecz na bardzo ciężkim, zmrożonym, nierównym boisku. Do tego przenikliwy mróz i wiatr, który nieco ustał pod koniec spotkania. Na początku meczu nieznaczną przewagę posiadało Powiśle i zdołało udokumentować to zdobyciem gola. Potem do głosu doszła Olimpia, nasi piłkarze zagęścili środek pola i na efekty tego długo nie trzeba było czekać. Tuż po wznowienie 2 tercji [grano 3x30 minut] wyrównał z karnego Lepka, w tej samej części na prowadzenie Olimpię wyprowadził Wiercioch [sporo przypadku przy tej bramce - piłka po strzale odbiła się od nierównej murawy i przelobowała zdezorientowanego goalkeepera z Dzierzgonia].
Wygraliśmy ale po mocno średnim meczu, trudno jednak było oczekiwać wirtuozerii i pięknych zagrań biorąc pod uwagę aurę i stan boiska. Mogło być nieco wyżej, ale dobrych sytuacji [3] nie wykorzystali: Nadolny - raz fatalnie przestrzelił z głowy, a raz za długo zwlekał z oddaniem strzału i się "zakiwał" oraz Gładek, który powinien wykazywać więcej zdecydowania pod bramką rywali, a nie się "cackać" Dziś piłkarze bardziej przypominali hokeistów niż futbolistów. Od początku przygotowań w żadnym sparingu nie zagraliśmy jeszcze w optymalnym ustawieniu [inna sprawa, że trener Bianga takowego jeszcze nie ma ], ale nie mógł jak dotąd skorzystać z tak kluczowych piłkarzy jak Widzicki, Lizak czy Gut, a w dniu dzisiejszym z podpory defensywy Chrzonowskiego.
Jeśli zaś chodzi o sparing B-klasowej Olimpii z V-ligową Concordią Elbląg, to nie doszedł on do skutku po konsultacjach pomiędzy zainteresowanymi klubami. Boisko na Skrzydlatej to było dziś lodowisko i nie chciano narażać zdrowia piłkarzy.
Notabene, po co oni budują kolejne lodowicho i tor, jak tu mieli za darmo i to jakie potężne. Ja wiem, że Gliszczyński i Burkhardt to byli łyżwiarze, ale bez przesady... Elbląg ponoć obiektami do uprawiania sportów masowych stoi [to można było usłyszeć na niedawnej gali], a na mecze do Gronowa i innych pipidówek trzeba jeździć... Nie daje to nikomu do myślenia. Jakbyśmy mieli w Elblągu obiekt ze sztuczną nawierzchnią i oświetleniem jak w trójmieście, to raz że splendor, a dwa realne pieniądze, bo obłożenie niesamowite, sparringi grane tam są do 21-ej. Ale po co na takie zbytki no nie
19 lutego 2005 g. 13 stadion ul. Krakusa, Elbląg
Olimpia Elbląg - Pomezania Malbork 4-1 [1-1]
0-1 Krawczyk 4'
1-1 Korzeb 8'
2-1 Kozieł 48'
3-1 Nadolny 56'
4-1 Chrzonowski 78' k.
Skład: Michałowski [Hyz 46'] - Sambor [Wiercioch 56'], Chrzonowski, Kitowski, Czuk, Gut [Kozieł 46'], Wiercioch [Anuszek 46'], Lizak, Ciesielski [Gut 70'], Lepka [Gładek 60'], Korzeb [Nadolny 46']
Były też zmiany powrotne [np. 56' Wiercioch za Sambora, czy w 70' Gut za Ciesielskiego], ale jedynym piłkarzem który nie zagrał, a rozgrzewał się przez cały mecz był Pasek... Rozgrzewał się również i truchtał Jaromiński, ale on na dziś dzień nie jest chyba piłkarzem Olimpii [dokładnie nie wiem jaki jest jego status w chwili obecnej ].
Zaczęło się niespecjalnie, bo już w pierwszej akcji meczu Pomka zdobyła gola, po wrzutce z rogu nikt nie upilnował piłkarza gości, który z pierwszej piłki, z woleja zdobył bramkę na 1-0 dla przyjezdnych. Jednak w parę minut po tym na 1-1 wyrównał Wiesiu Korzeb wykorzystując dokładne podanie Lizaka z lewej strony boiska. Przez pierwszą część meczu gra była można powiedzieć wyrównana, z lekką nasza przewagą, jednak piłkarze Olimpii nie potrafili udokumentować tego kolejnymi bramkami. Walka toczyła się głównie w środku boiska, gracze mieli problemy na śliskim, ośnieżonym boisku głównie z górnymi piłkami, które po zetknięciu z podłożem nabierały poślizgu, a także z utrzymaniem równowagi na tym "lodowisku".
W drugiej części trener Bianga dokonał kilku zmian, nakazał również podopiecznym szybszą grę piłką, szybsze pozbywanie się jej i grę dołem, a nie górnymi piłkami, co dziś było trudne. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Najpierw lewą stroną ładnie przedarł się i dośrodkował Sambor wprost do Kozieła, który nie miał kłopotów z umieszczeniem piłki w siatce. Potem na 3-1 podwyższył Nadolny, a kropkę na i postawił strzelając karnego [podyktowanego za faul na Korzebie] Chrzonowski. Mieliśmy jeszcze kilka okazji, ale "nie chciało" nic więcej wpaść, minimalnie chybiali Nadolny, Lepka, Kozieł, a przy ładnej bramce Gładka strzelonej głową sędzia dopatrzył się pozycji spalonej. Piłkarze z Malborka nieco przesadzali z ostrością w grze, tym nadrabiając braki w kondycji i technice. Szczególnie skupili się na poniewieraniu i prowokowaniu Artura Chrzonowskiego, ale ten nie zamierzał pozostawać dłużnym i w pewnym momencie zrobiło się na placu "ciepło" mimo, że tego popołudnia do najcieplejszych w Elblągu zaliczyć zdecydowanie nie było można
Ogólnie wygrała drużyna lepsza, dojrzalsza, bardziej zgrana. To było dziś wyraźnie widać na boisku. Powinienem jako kibic Olimpii być w sumie zadowolony, ale nie daje mi jedno spokoju - Piotr Pasek. Widziałem go kilka razy w akcji w czasie tych przygotowań i z tych obserwacji mam tylko pozytywne wnioski. A tu się dziś okazuje, że chłopak jest skreślony i w Olimpii wiosną go nie zobaczymy. Teraz trwają zabiegi by go gdzieś upchnąć. Czy będzie to Orneta i Błękitni, czy Elbląg i Concordia, a może Tolkmicko i MGKS, czas pokaże. Mi osobiście chłopaka szkoda, bo on ma "to coś" i po odpowiednim treningu i koniecznym do odzyskania formy czasie na pewno byłby wzmocnieniem Olimpii. Nie wiem czemu, ale mam takie wewnętrzene przekonanie. Uważam, że zbyt pochopnie rezygnujemy z tego chłopaka
Nowoczesny stadion we Włocławku?
Takie plany mają działacze lidera rozgrywek III ligi, włocławskiego Kujawiaka/Hydrobudowy
Podczas sobotniego spotkania z Kaszubią Kościerzyna mecz beniaminka rozgrywek na zaproszenie Ryszarda Jarzębowskiego, wicemarszałka Senatu i honorowego prezesa klubu obserwował Adam Giersz z Polskiej Konfederacji Sportu. Właśnie z budżetu centralnego mogłaby zostać wsparty pomysł włocławian. - Ma powstać program, w którym przeznaczona będzie pewna kwota na podobne inwestycje - stwierdził Giersz.
Powstał już wstępny projekt obiektu. Teraz najważniejsze jest, aby został wpisany na listę strategicznych inwestycji sportowych. Wtedy mógłby liczyć na dofinansowanie. Pozostałą kwotę wyłożyć ma miasto oraz sponsor klubu, firma Hydrobudowa. Jeśli spełnione zostaną wszystkie wymagania, to nowy obiekt zostanie wybudowany tuż obok Hali Mistrzów, w której rozgrywają spotkania koszykarze Anwilu. - Na ile tylko będę mógł, na tyle będę popierał taką inicjatywę - przyznał Jarzębowski.
Miałby to być obiekt typowo piłkarski w przeciwieństwie do obecnego, który może służyć również lekkoatletom. Stadion w założeniach ma być przeznaczony aż dla 25 tysięcy osób. Czy we Włocławku zainteresowanie występami piłkarzy jest tak duże, że stadion się wypełni? Dziś na występy Kujawiaka/Hydrobudowy przychodzi nawet po pięc tysięcy widzów, a w IV lidze były ich tylko setki. Wszystko zmieniło się po awansie. - Identyfikacja z klubem jest coraz większa. Przynoszą szaliki, dopingują zawodników - przyznaje Rafał Maślanka, rzecznik prasowy klubu.
- Budowanie takiego stadionu w mieście musiałoby pójść w parze z budowaniem silnej piłki - ocenia Giersz. Plany działaczy Kujawiaka/Hydrobudowy nie zatrzymują się jednak jedynie na grze w III lidze. Zespół już teraz jest jej liderem i głównym kandydatem do awansu do wyższej klasy. - Nie mamy zamiaru na tym skończyć - przyznał Jarzębowski.
źródło: www.gazeta.pl
W związku z tym wytłuszczonym nazwiskiem mam pewne pytanie do włodarzy naszego klubu, włodarzy miasta, ludzi którzy odpowiadają za sport w Elblągu - w zasadzie kilka pytań:
l Może ktoś nie wie, ale dr Adam Giersz to elblążanin, człowiek który zawsze w rozmowach podkreśla skąd pochodzi, wyraża się o naszym mieście z wielkim sentymentem. Czy przy okazji tego, że obecnie piastuje on tak wysokie stanowisko w administracji państwowej [a co ma niebagetelne znacznie jak mniemam, jest z tej samej opcji co rządzący naszym miastem] nie można uczynić, by pozyskać pieniądze na podobny stadion jak ten we Włocławku
l W czym jest lepszy od Elbląga Włocławek, a Kujawiak od Olimpii, że nie mielibyśmy porwać się na podobne przedsięwzięcie. Z tego co znam się na geografii to, to jako miasto są sporo mniejsi, a sportowo nie osiągnęli nawet połowy tego co Olimpia, a my do tuzów nie należymy . Koń jaki jest każdy widzi - nowy stadion piłkarski powinien powstać w Elblągu natychmiast
l Prezydent miasta jeśli już nie chce pomóc naszemu klubowi [a nie chce], niechże pomoże sportowi elbląskiemu jako całości. To paranoja, że w takim mieście jak nasze istnieje dosłownie 1 stadion, który od lat jest poddawany jedynie kosmetycznym remontom i systematycznie popada w ruinę. Stadion miejski, z którego mają prawo korzystać wszyscy elblążanie, a który może być jedynie powodem do kpin i niewybrednych żartów [choć ostatnio troszeńkę ta sytuacja uległa poprawie]. Wiemy wszyscy, że nie tędy droga. W Elblągu niezbędny jest nowy obiekt piłkarski, tak jak niezbędna jest większa, nowoczesna hala sportowa, lodowisko czyli obiekty, których budowa trwa lub wkrótce ma ruszyć. Co w takim razie ze stadionem dla piłkarzy. Tu nie ma na co czekać, obecny szef zajmować będzie jak dobrze pójdzie to stanowisko góra jeszcze ze 2 lata, więcej taka okazja może się nie powtórzyć. W przeciwnym razie, jeśli dalej będzie trwał obecny stan rzeczy, za kilka lat pozostanie jedynie wpomnienie po stadionie przy ulicy Agrykola, a wtedy piłkarze będą chyba musieli przenieść się do któregoś z parków

Late Night Sessions 2
Koncepcja Late Night Sessions powstała w listopadzie 2006 roku jako wypełnienie lokalnej luki w imprezach z muzyką trance. Dzięki ogromnemu wsparciu CKiWM Światowid miesiąc później odbyła się pierwsza edycja imprezy, która zaskoczyła bardzo dobrym nagłośnieniem i ciekawymi efektami wizualnymi. Dodatkowo impreza promowała akcję charytatywną na rzecz pomocy dzieciom z rodzin zastępczych. Mimo frekwencji niższej niż sie spodziewano, impreza uznana została za udaną, świadczą o tym także zebrane pozytywne opinie. Nie spoczywając na laurach główni pomyslodawcy, Raptorek i VJ Kisiel (tym razem przy pomocy i wsparciu elbląskiego Bowling Clubu), postanowili zorganizować drugą edycję Late Night Sessions. Zaproszeni zostali młodzi i ambitni DJ´e, którzy zaprezentują swoje umiejętności elbląskim zwolennikom muzyki trance i nie tylko.
......Raptorek – muzyka, zwłaszcza elektroniczna, jest dla niego pasją, a to pozwala mu nieustannie brnąć do przodu i stawać się coraz lepszym. Wychowywał się m.in. na muzyce Jean Michael Jarre'a i Vangelisa. Utwory tych wykonawców są dla niego do dzisiaj wzorem muzyki elektronicznej oraz utworami wszechczasów. Profesją DJ´a zajmuje sie od ok. 7 lat, natomiast w klubach gra od początku 2004 roku. Poza licznymi występami w klubach, do najważniejszych wydarzeń w swojej dotychczasowej „karierze” zalicza występ przed kilku tysięczną elbląską publicznoscią na Placu Jagiellończyka w ramach XIII finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (którą aktywnie wspiera każdego roku) oraz kilku godzinny set na otwarcie nowej hali z lodowiskiem w Elblągu w 2006 roku.
Obecnie w jego setach panuje trance. Począwszy od melodyjnych brzmień, pięknych wokali i płynącego beatu, po tech-trance´owe uderzenia. Również inne gatunki muzyki elektronicznej nie są mu obce.
......Mariusz G., a dokładniej Mariusz Głębocki urodził się i do dziś mieszka w Augustowie. Muzyką zainteresował się w szkole podstawowej, fascynacja „DJ´ką” przyszła kilka lat później po rozmowie z DJ-em na imprezie szkolnej. Wkońcu po dość długim czasie w 2006 roku udało mu się kupić swoje pierwsze gramofony i mixer. Było to jego pierwsze dłuższe zetknięcie z profesionalym sprzętem. Mariusz nie prezentuje muzyki tylko jednego gatunku. W jego setach najczęściej można usłyszeć trance, progressive oraz vocal house. Ostatnio zaczął eksperymentować z produkcją.
......Side - ukończył szkołę muzyczną, w której nauczył się gry na keyboardzie. Czasami dla przyjemności grywa również na akordeonie. Już w podstawówce, a później w gimnazjum miał duży kontakt z techniką nagłaśniania najróżniejszych imprez szkolnych. W wieku 15 lat kupił swój pierwszy gramofon. Ten moment można uznać za początek jego przygody z muzyką elektroniczną. Do jego ulubionych gatunków tej muzyki zaliczyc mozna odmiany house´u (soulful, funky, electro i deep) i trance´u (vocal, progressive oraz uplifting).
Swoją przyszłość wiąże między innymi z muzyką, którą traktuje jako osłodę życia codziennego. Obecnie pracuje razem z Mariuszem G. nad nowym projektem „Microclimate”.
......Johnny – dawniej muzykę traktował niezbyt powżnie bawiąc się dostępnymi w internecie oprogramowaniami dla DJ´i w wersjach demo. W kwietniu 2005 roku miał okazję stanąć za konsoletą z profesjonalnym sprzętem w jednym z elbląskich klubów. Wykorzystal tą szansę i do dnia dzisiejszego jest rezydentem w tym klubie. Wciąż doskonali swoje umiejętności, a każdy występ przed publicznością jest dla niego wielkim wydarzeniem, dlatego zawsze stara się grać najlepiej jak potrafi. Preferuje house i wszelkie odmiany trance´u.
Late Night Sessions 2
02.05.2007 godz. 22:00
Bowling Club
ul. Odzieżowa 2
82-300 Elbląg
line-up:
.............- Raptorek (Longest Journey, Elbląg)
.............- Mariusz G (Augustów)
.............- Johnny (Drift Dj's Team, Elbląg)
.............- Side (Poznań)
visuals:
.............- Kisiel (Longest Journey, Elbląg)
źródło: www.raptorek.com
Ogólnie są za tramwajami, ale mysle ze warto przesledzic dyskusje :
"Tramwaj donikąd?"
Część elbląskich radnych krytykuje przygotowany przez służby prezydenta
miasta Program Rozwoju Transportu Publicznego.
W ciągu najbliższych kilku lat program zakłada zwiększenie liczby linii
tramwajowych oraz zmiany w sieci autobusowej. Miasto chce m.in. poprowadzić
trakcję tramwajową przez ul. Ogólną - w kierunku osiedli Nad Jarem i
Kamionka oraz zmodernizować kilka innych odcinków sieci tramwajowej. Chce
także rozwijać sieć ścieżek rowerowych oraz ograniczać ruch w centrum.
Autorzy dokumentu przekonują, że chodzi o to, by transport był bardziej
ekologiczny oraz by jak najwięcej elblążan korzystało z rowerów i
komunikacji publicznej.
Drogi tramwaj
Pomysły urzędników inaczej odbierają radni, którzy z niepokojem zauważają,
że choć program nie został przyjęty, w życie są wprowadzane jego niektóre
elementy. W nowym rozkładzie mniej jest np. kursów popularnych linii: nr 9 i
14, nie jeździ także już nocna "setka".
Pomysł rozwoju transportu tramwajowego kosztem autobusów krytykuje m.in.
radny Jerzy Wilk, bo - jak argumentuje - tramwaje są droższe w utrzymaniu
niż autobusy.
- Budowa linii tramwajowych jest droga, zakup tramwajów - też, bo nie
wyobrażam sobie, żebyśmy znowu kupowali stare tramwaje w Niemczech - mówi
radny.
Jeden nowy tramwaj kosztuje 5 milionów złotych, podczas gdy tymczasem za
pro-ekologiczny autobus kupić można za 2,5 - 3 miliona. W tym ostatnim
przypadku wyższa jest też prędkość i jakość przewozów. Tak zwana "wozo -
godzina" w przypadku tramwaju kosztuje 6 złotych, a autobusu - 4 złote.
Specjaliści mówią, że ta tendencja będzie się utrzymywać, więc ewentualne
dodatkowe koszty poniosą elblążanie. Inna sprawa, że jeśli bilet będzie
drogi, mieszkańcy nie będą chcieli korzystać z komunikacji publicznej,
zapłaci zatem budżet miasta, którego stan znamy wszyscy.
Nie ma siły
Za chybiony radny uważa również np. pomysł, by odwiedzający Elbląg
zostawiali samochody na przydrożnych parkingach na obrzeżach miasta i
korzystali z miejskich autobusów i tramwajów.
- Nasza mentalność nie jest chyba jeszcze na tyle rozwinięta, żebyśmy swój
wychuchany samochodzik zostawiali na parkingu, a sami przesiadali się do
tramwaju - twierdzi Jerzy Wilk.
Rzecznik prezydenta Agnieszka Staszewska powiedziała nam tymczasem, że część
uwag do kontrowersyjnego programu została już uwzględniona. Będzie on także
dyskutowany w przyszłym tygodniu, w czasie posiedzeń komisji Rady Miejskiej
oraz na spotkaniu radnych z prezydentem. Dokument ma się znaleźć w programie
najbliższej sesji, która odbędzie się 3 czerwca.
----------------------------------------------
Słonina ma ostatnio jakieś chore wizje przyszłości... ale chyba jest
uzasadnienie: chłop sie zwyczajni starzeje!!! tee Prezydent jak chcesz
uekologiczniać miasto to wprowadź trolejbusy a nie drogie i ograniczone
"torowiskiem" tramwaje! Dla przykładu GDYNIA ma trolejbusy i nic nie
likwidują ! no poza starym taborem na rzecz nowych!
smalec
Społeczeństwo się rozwartwia: jeżeli mam samochód nie przesiąde się do
tramwaju lub autobusu, kogoś kto nie ma na życie ciężko będzie namówić do
korzystania z komunikacji miejskiej a własny samochód to niespełniajace się
nigdy marzenie. Urząd powinien aneksować umowy ze spółkami budującymi centra
handlowe (Hyper, Zielone Tarasy, Leclerc) i wymuszać na nich uruchamianie
bezpłatnych linii autobusowych z trasami uzgodnionymi przez miasto. Ten
element nie pojawi sie jak widac w cytowanym dokumencie. A szkoda jak sądze.
Osoba Prywatna
a tak apropos to "do nikąd" piszemy osobno :) ale ja nic nie mowilem....
hihihi :))))
Exciter
Do Osoby Prywatnej - a na jakiej podstawie prawnej oprzeć takie
"wymuszenie". Czy firma prywatna ma obowiązek płacić na komunikację miejską
? Warto trochę pomyśleć zanim zaproponuje się "wymuszanie" od firm
prywatnych dodatkowych świadczeń nie przewidzianych w naszym prawie.
+ -
OSobo prywatna: autobus do Ogrodów bedzie wprowadzony juz nie długo, jego
trasa była juz w DE
Tramwaj jest drozszy, tyle ze to jest zakup na ok. 30 lat, a 5-6 letnie
autobusy to juz prawie ruiny. Poza tym tramwaje sa drozsze, ale pojemniejsze
Redakcjo: Dlaczego nie ma wzmianki o linni tram na 12 lutego?
Exciter: r u sure? http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=10736 ???
jeszcze kwestia pozostawiania samochodów na obrzeżach. na pewno sie nie
sprawdzi, ograniczyć ruch można i trzeba na stary mieście, ale pomysł, żeby
turyści tak robili? sam prezydent sie chwalił trasą unii, puścił ruch
gd-braniewo przez brzeską, gdzie ten slams od ruchu sie trzęsie, a turysta,
który ma zostawić kase w naszych sklepach ma iść do zatłoczonego tramwaju.
starego niemieckiego grata, a te poczciwe zabytkowe kwadraciaki sprzedaje
się na pomorze albo do olsztyna wysyła. przydałby sie taki kursik w
weekendy, czerwonym przecinaczkiem, wytrzęsłoby ludność zwiedzającą. zarabia
jedynie na siebie, jak cyrk obwoźny, pokazywany jest na lawecie w różnych
miastach. w olsztynie np. przez 1 dzień była nalepa tramwaje elbląskie, ale
olsztyniacy ją zamienili na tramwaje olsztyńskie. zazdroszczą nam:)!
lentyl
Mowienie o wyzszych kosztach to bzdura... tramwaje sa wieksze, pojemniejsze
i nie stoja w korkach, ktore na pewno w najblizszej przyszlosci sie
pojawia... nawet same liczby mowia za siebie (z pamieci) w ciagu roku
tramwajami jezdzi 9 mln osob, a autobusami 24 mln. Statystyka byla zrobiona
jeszcze przed dodaniem 4 i 5. Tutaj 3 linie tramwajowe vs. ponad 20
autobusowych. I jeszcze jedno, ropa drozeje szybciej niz prad...
Francuz
Ustalmy, że zasady obrotu gruntami pod centra handlowe a generalne zasady
wolnego rynku to dwie odrębne dziedziny skoro decyzję o tym czy "wpuścić"
inwestora czy też nie podejmują urzędnicy: skoro tak to chyba mozna to
uwarunkować od najkorzystniejszej oferty wpływającej do "miasta": Auchan w
Bydgoszczy w ramach jak mówisz "przymusu" musiało za 20mln przebudować
rondo - łożenie w postaci linii autobusowej wydaje się oczekiwaniem niezbyt
wygórowanym.
Osoba Prywatna
A ja jestem za tramwajami.Zobaczcie co dzieje się na naszych drogach - jakie
one są rozbite !To międzi innymi zasługa autobusów.Nasze drogi nie są do
takich ciężarów przystosowane.Poza tym zobaczcie z jaką prędkością jeżdżą po
naszych drogach autobusy.To zawalidrogi miejskie.Gadałem kiedyś z kierowcą
dlaczego tak jeżdżą - podobno mają tak rozkłady ułożone.Jak pojedzie
szybciej to nie zmieści się w grafiku.Często rowerem jest dużo szybciej.
peter
Cała ta zabawa z tramwajami ma kosztować miasto 60 milionów, za te pieniądze
mozna zmodernizować główne drogi (Robotniczą, Browarną, Dąbka i Królewiecką)
oraz wyremontować pozostałe. Przewoznicy powoli zmieniają autobusy na nowe,
a tory jak się położy to amen. Można je ewentualnie pociągnąć tylko do góry
Ogólnej i wzystko. Teraz od Hiper do dworca jedzie się tramwajem 45 minut, a
autobusem 15.
kierowca bombowca
lentyl: jakie tramwaje w olsztynie?? tam cos takiego nie istnieje
:P....hyh..
Olsztyniak
http://www.ryano.net/iraq/?910421 tylko tyle moge powiedziec............
zniesmaczony...
Komnikacja jest OK, zarząd czyli ZKM jest do dupy. Zobaczcie tylko na ile
firm w Elblągu jest dzielona kasa na komunikację. 1. ZKM, 2. PKS, 3. ALP, 4.
PKA, 5. Tramwaje Elbląskie. Nie można utworzyć jednej dużej firmy
komunikacyjnej, lub ewentualnie dwóch (bez ZKM)? O ile by się koszty
zmniejszyły. W innych miatach ta praktyka jest stosowana z powodzeniem.
fafik
Koleś co ty gadasz z doświadczenia wiem że z ogólnej na saperów jedzie się z
15-20min,,,,,,, a do dworca podobnie
Tom
Kierowca bombowca, ty chyba zadko jezdzisz tramwajem ze takie glupoty
wypisujesz najdłuższ trase ma tramwaj Nr 1 i przejezdza ta trasę w niecałe
30 min (od petli na Ogólnej do pętli na Druskiej), na linii Nr 4 tarmwaj
pokonuje swoj trase w 25 minut, natomiast 3 i 5 srednio w 20 min. Na linii
numer 2 tez okolo 25 min. Wiec 45 minut wyssales sobie z palca bo z ogolne
do dworca tramwaj jedzie okolo 15 - 20 min. Nie wypowiadaj się wiecej na
tematy na ktore nie masz pojecie - prosze!!!!
Makumba
Po co wydawać pieniądze na budowę linii tramwajowej! Kupcie lepiej nowe
autobusy i obniżcie ceny biletów, bo bilety/ zwłaszcza miesięczne/ są
zdecydowanie za drogie.
LJ
Kierowca bombowca to pseudonim kochanka Renaty Begger!
Alojzy
Jako stary wyzeracz powiem co wiem tramwaj- tak- zmodernizowany ,nowoczesny
,szybszy.nowe trasy latwy dojazd do kazdego skrawka Elbląga wiecej szacunku
dla elektryki .za kilka lat od tego smrodu z mostu "unijnego" wszyscy
popadamy,niech cena paliw skoczy jeszcze do gory to tramwaje bedziemy w
tylek calowac
Pan Tograf
Tak, tak Elbląg jest bardzo bogaty i stać go na 60 dużych banieczek. a może
najpierw należy skończyć to co jest rozgrzebane - np lodowisko przy Karowej.
Pomysł wydatkowania 60 mln zł na tramwaje jest co najmniej dziwny.Wyraźnie
widać, że w Elblągu władze nie liczą się z uwarunkowaniami ekonomicznymi
miasta.Rzeczywiście , za te pieniądze można byłoby solidnie wyremontowac
wiele ulic w mieście.Komunikacja autobusowa w Elblagu jest dobrze rozwinięta
i urynkowiona - po co więc Prezydent na siłę próbuje ingerować, budując
dodatkowe linie tramwajowe?Czyżby odezwały się w nim inwestycyjne zapędy na
wzór E. Gierka? Wiadomo jedanak, jak skończyła się era Gierka- po prostu
bankructwem państwa. To samo grozi Elblągowi. Ponadto, linie tramwajowe w
dzisiejszych czasach to nie jest nowoczesniość, raczej skansen.W ślad za
decyzją o budowie linii musi iść zakup pojazdów i eksploatacja, a więc
dodatkowe koszty.Jak tak dalej Pan Słonina będzie rządzić, to Elbląg pójdzie
z torbami.
Pragmatyk
a może czas na nowe ...
więcej »
W ostatnich latach w polskim undergroundowym trance'owym półświatku daje się zauważyć znaczne poruszenie. Nowy, polski „rynek", bardzo chłonny i przez lata praktycznie nie eksploatowany, został nareszcie dostrzeżony przez zachodnie środowisko klubowe, które z wielkim kopem zaczyna wdzierać się na podwórko stęsknionych polskich fanów. Sukcesy polskich DJ'ów na zachodzie, coraz bardziej zauważalna obecność polskich fanów na zachodnich eventach czy zwykła aktywność rodaków w internetowym życiu społeczności trance na całym świecie przyspieszyła decyzję o rozdziewiczeniu niecierpliwego polskiego clubbingu. Na półkach rodzimych sklepów coraz częściej zaczynają gościć płyty dotychczas omijanych szerokim łukiem przez wydawców producentów, powstają kluby, w głośnikach których gości melodia - nie bas, wreszcie tabunami gwiazdy światowego formatu zjawiają się na coraz częstszych - i większych - eventach. Co ważniejsze - większość z tych przedsięwzięć kończy się sukcesami - co utwierdza inwestorów, że wybrali dobry kierunek do ekspansji.
Mimo obecności w Unii Europejskiej na pierwszy rzut oka widać olbrzymią przepaść w infrastrukturze, gospodarce, a także, niestety, mentalności panującej w Polsce. Polskie drogi to element, który obrósł już legendą, sejm również nie cieszy się dobrą sławą, a sami rodacy najczęściej postrzegani są za zachodzie jako ludzie niższej kategorii. Do listy mniej lub bardziej słusznych oskarżeń Ojczyzny fani trance zdecydowanie muszą dodać brak jakiegokolwiek sensownego miejsca w kraju do zorganizowania eventu na większą skalę.
Dość częstymi lokalizacjami dużych imprez w tej „bardziej cywilizowanej" części kontynentu są stadiony piłkarskie. W dobie kandydatury polsko-ukraińskiej na gospodarza Mistrzostw Europy w piłce nożnej trzeba sobie powiedzieć ze smutkiem, że ten element również kompromituje nas w oczach klubowiczów z zagranicy. Miejsca, gdzie kopacze rozgrywają swoje mecze(nie pokuszę się o zbezczeszczenie słowa „stadion") najczęściej przypominają rozsypujące się rumowiska, architektoniczne dziwactwa czy też boiska treningowe klubów zachodnich. Organizowane nań imprezy w niczym nie przypominają tych zlokalizowanych na kilkudziesięciotysięcznych kolosach w bogatszych krajach. Pojemność czy nowoczesność nie jest jedynym czynnikiem, który zniechęca do organizacji eventów na stadionach w kraju. Kapryśna pogoda potrafi zniweczyć najlepszą zabawę i wydatnie obniżyć zyski organizatorów, zwłaszcza, że największe gwiazdy „gorące" miesiące mają najczęściej zarezerwowane i do naszego kraju przyjeżdżają w okresie wybitnie niesprzyjającym zabawie na świeżym powietrzu.
Jedynym rozwiązaniem przy takim obrocie sprawy jest organizacja imprez pod dachami, a jako, że w polskich stadionach próżno takowych szukać - miejscem schadzek fanów trance pozostają hale. Niestety, w tym wypadku sprawa często ma się gorzej niż w przypadku stadionów. Polskie konstrukcje bardzo rzadko sprzyjają dużym wydarzeniom muzycznym i prawdopodobnie jeszcze przez długi czas będziemy z zazdrością spoglądać przez ramię obcojęzycznym sąsiadom. Nad Wisłą jedynie kilka obiektów nadaje się do organizacji eventów.
Jednym z najbardziej znanych i eksploatowanych pod kątem imprez obiektem jest Hala Ludowa we Wrocławiu.
Wybudowana w 1912 roku - dziś od zewnątrz sprawia wrażenie, jakby miała się za chwilę zawalić. W momencie powstania Hala stanowiła obiekt wyjątkowy, posiadając żelbetowe przekrycie o największej rozpiętości na świecie - większe rozmiary osiągały wówczas tylko nieliczne konstrukcje stalowe. Hala ma 42 m wysokości, a nakrywająca ją kopuła 67 m średnicy. Maksymalna szerokość wnętrza Hali wynosi 95 metrów, a dostępna powierzchnia wynosi 133,3 tys. m². W 1948 r. przed halą postawiono charakterystyczną „Iglicę", która stała się symbolem nie tylko samego obiektu, lecz również całego miasta Wrocławia. Jest to budynek wielce zasłużony w historii polskiej kultury. Jednym z największych wydarzeń na Hali Ludowej była pierwsza polska edycja „Sensation White". Lekko się rozmarzając, można stwierdzić, że leciwa hala czeka na swych następców, by móc odejść na zasłużoną emeryturę.
Obiektem doskonale znanym polskim klubowiczom jest katowicki „Spodek".
Ukończona w 1971 roku, do dziś pozostaje największą halą widowiskowo - sportową w Polsce. Kubatura całego obiektu wynosi 338 732 m³, a jego powierzchnia użytkowa 29 473 m², z czego na halę głowną przypada: 246 624 m³(kubatura), oraz 10 076 m²(całkowita powierzchnia użytkowa hali). Wysokość maksymalna hali głównej wynosi 33 m, wymiary płyty głównej: 60 x 30 m, natomiast maksymalna odległość od środka to 72 m. Widowisko w „Spodku" może oglądać max. 8 tys. Ludzi(bezpieczna ilość) z 35 sektorów(w tym specjalny sektor VIP), przy czym: stałych miejsc siedzących jest 7 776, miejsc siedzących na sektorach wysuwanych - 1 560, a ilość miejsc siedzących dostawnych - 1 700. Klubowiczom z całej Polski hala kojarzy się głownie z corocznym „Mayday Polska". Najbliższym eventem jest natomiast majowe „Trance Connection".
Hala widowiskowo-sportowa "Arena"
Znajdująca się w parku Jana Kasprowicza w Poznaniu została zbudowana w latach 1972-1974 wg projektu Jerzego Turzenieckiego. Dach kopuły pokryty jest blachą aluminiową barwioną na złocisty kolor. Hala posiada 4200 miejsc siedzących na trybunach oraz ok. 3000 miejsc dostawnych na parkiecie. Arena jest dostosowana do organizowania imprez sportowych, koncertów, przedstawień i seansów filmowych. W niej odbywają się znane eventy: Independance, RMI Trance Xplosion, Revolution, Dancetination czy ATB in Concert. Wymiary hali to: kubatura: 114000 m³, powierzchnia: 13500 m², średnica: 100 m, powierzchnia kopuły: 6200 m², a jej wysokość to 28 m.
Hala sportowo-widowiskowa Łuczniczka w Bydgoszczy.
Oddana została do użytkowania 11 października 2002. Może pełnić funkcje sportowe, wystawowe i koncertowe. Maksymalna liczba miejsc siedzących hali wynosi 8000, natomiast wymiary boiska: 58m x 38m.
Hala Podpromie (Regionalne Centrum Widowiskowo-Sportowe)
to jedna z najnowocześniejszych, wielofunkcyjnych hal w Polsce. Jest to jedyny w naszym kraju obiekt tego typu przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Budynek oficjalnie został oddany do użytku w 2002 roku, mimo że jego budowa rozpoczęła się w latach 70. Hala główna, o parametrach 58 m x 46 m x 18 m wysokości, posiada także rozkładane trybuny na 4504 miejsc nadaje się do organizowania imprez widowiskowo-sportowych o światowym standardzie. Dodatkowo na płycie istnieje możliwość rozstawienia 2500 dodatkowych krzesełek. Kondygnacje i poziomy Hali głównej przykryte są dachem stalowym o dźwigarach przestrzennych w kształcie trapezowego łuku łamanego opartego na masywnych żelbetowych blokach oporowych. Portale, północny (wejsciowy) południowy (wyjściowy), wykonane jako układ przestrzennych ram stalowych tworzących jedną przstrzeń z halą główną.
TORWAR jest jedną największych hal widowiskowo - sportowych w Polsce.
Usytuowaną niedaleko ścisłego centrum Warszawy u zbiegu głównych tras komunikacyjnych. Należąca do Centralnego Ośrodka Sportu hala została w pełni zmodernizowana w 1999 roku i jest dziś idealnym miejscem do organizacji różnego typu imprez sportowych, koncertów, wystaw, targów, konferencji, bankietów czy też imprez firmowych. W skład kompleksu sportowego TORWAR wchodzi także w pełni wymiarowe, profesjonalne lodowisko. Płyta główna hali TORWAR I o powierzchni ponad 2000m2, ma możliwość dogodnego podłączenia elektryczności, systemu wodno kanalizacyjnego, połączeń telekomunikacyjnych oraz położenia dowolnej nawierzchni. Trybuny mieszczą 4 tysięcy osób i otoczone są przestronnymi kuluarami. Nowoczesny system nagłośnieniowy, oświetleniowy i wentylacyjny zapewniają widzom komfortowe warunki widowiska.
Mniejszym obiektem jest Hala Energia (Bełchatów)
która posiada widownię stałą jak również dodatkowe miejsca rozsuwane. Na trybunach stałych zamontowano siedzenia składane (tip-up), na których może usiąść 1452 osób. Natomiast część rozsuwana to trybuny teleskopowe z krzesłami składanymi dla 686 osób. Na parterze przewidziano 10 miejsc dla osób niepełnosprawnych. Dodatkowo 147 osób może oglądać widowisko z podwieszonej trybuny stałej dostępnej z sali kawiarni. Łącznie sala może pomieścić 2295 osób na miejscach siedzących.
Włocławska „Hala Mistrzów"
jest uważana za jeden z najładniejszych i najbardziej funkcjonalnych obiektów sportowych w Polsce. Spełnia wszelkie wymogi stawiane przez europejskie i światowe federacje sportowe. Jest to budynek jednokondygnacyjny, wolno stojący. Powierzchnia użytkowa hali to 8819,89 m2, kubatura: 68922 m3, natomiast maksymalna liczba miejsc siedzących wynosi 4200 (3450 stałych).
Hala Widowiskowo-Sportowa w Elblągu.
Budowę rozpoczęto we wrześniu 2004 roku, a ukończono w grudniu 2006. Na cały kompleks składają się oprócz samej hali sportowej takie objekty jak: inkubator przedsiębiorczości, pomieszczenia sektoru małych i średnich przedsiębiorstw (gabinety odnowy biologicznej, sauna, siłownia, solarium, restauracja) oraz część wystawienniczo-targowa. Całkowita powierzchnia obiektu wynosi 9 tys. m2, pojemność: 2500 miejsc siedzących (10,000 miejsc stojących). Objekt posiada monitoring (150 kamer cyfrowych). Hala jest obiektem, który ma służyć przede wszystkim elbląskim zespołom piłki ręcznej, co oczywiście nie oznacza, że imprezy innego rodzaju nie mogą być w niej organizowane.
Olivia - hala widowiskowo - sportowa.
Pierwsze na Pomorzu kryte lodowisko usytuowane w Gdańsku Oliwie przy skrzyżowaniu ul. Grunwaldzkiej i ul. Bażyńskiego w bezpośrednim sąsiedztwie Uniwersytetu Gdańskiego. Obiekt, jeden z większych w Polsce, zaprojektowany przez prof. Macieja Gintowta, został przekazany do użytkowania 16 grudnia 1972 roku gdańskiemu klubowi hokeja na lodzie Stoczniowiec.Obiekt składa się z dwóch krytych lodowisk na 3867 i 800 widzów. W dużej hali można organizować imprezy do 5500 osób.
Jak widać na palcach jednej ręki można policzyć obiekty nadające się do organizacji, powiedzmy „średnio-dużej" imprezy, bo określenie „duża" w perspektywie polskich obiektów po prostu nie chce przejść przez gardło. Nadzieją są inwestycje tych dużych miast, które w tej chwili nie posiadają absolutnie żadnego tego typu obiektu. Wypada liczyć, że władze nie pójdą „na łatwiznę" stawiając najmniejszym kosztem budynek mający zamknąć usta krzykaczom do następnych wyborów, a pomyślą przyszłościowo i przeznaczą pieniądze na projekt, który godnie będzie służył latami. Przykładem miał być tu pomysł budowy hali widowiskowej w Krakowie, która docelowo mieścić mogła nawet 30 tys.(!) widzów. Niestety, jak to w naszym kraju bywa, rzecz stanęła na pieniądzach, a sama inwestycja została wstrzymana. Niewykluczone, że wykonawca(który żąda większych pieniędzy niż ustalono w kontrakcie - „drożejące materiały budowlane") będzie wolał zapłacić karę za niewywiązanie się z umowy, niż wykonać projekt. A hali jak nie było, tak nie będzie...
Polscy klubowicze niewiele mogą w takiej sytuacji zrobić. Gra toczy się dużo za wysoko, by cokolwiek zdziałać mógł zwykły śmiertelnik. Jedynym sposobem walki wydaje się być... chodzenie tłumnie na imprezy i stałe udowadnianie „tym na górze", że hale widowiskowe w Polsce - DUŻE I NOWOCZESNE hale - to rzecz absolutnie niezbędna. Być może kiedyś ten kolec w stopie stanie się na tyle dokuczliwy, że ktoś w końcu łaskawie spojrzy na nas w dół i postanowi coś z tym zrobić.
Pozdrawiam
BYŁEM ŚWIADKIEM TAMTYCH LAT
W lipcu 1945 roku zostałem skierowany przez dyrekcję Okręgową Kolei Państwowych Gdańsk do Malborka na stanowisko komendanta rejonowego Służby Ochrony Kolei. Z Gdańska do Tczewa przyjechałem pociągiem. Poniważ dalej pociągi nie kursowały, pozostałą cześć drogi odbyłem pieszo. Kiedy zbliżyłem się do Wisły, stwierdziłem, że most jest zniszczony. Zacząłem więc zastanawiać się, w jaki sposób dostać się na drugi brzeg rzeki. Wkrótce odnalazłem rybaka, który za niewielką opłatą przewoził ludzi przez Wisłę. W ten sposób raz z innymi znalazłem się w Lisewie. Dalszą drogę wraz z przygodnie spotkanymi ludźmi odbyłem pieszo. Wieczorem znalazłem się w Malborku. Tu dowiedziałem się, że istniała już SOK, której komendantem był przedwojenny podoficer Wojska Polskiego z Bydgoszczy, niejaki Panek. Po krótkiej rozmowie i okazaniu dokumentów poprosił mnie do swego mieszkania przy ul. Klonowej 13, gdzie spędziłem pierwszą noc. Następnego dnia znalazłem mieszkanie, gdzie mieszkam do dnia dzisiejszego. Jeszcze tego samego dnia wspomniany komendant zapoznał mnie z zawiadowcą stacji – Koniecznym. Naczelnikiem Oddziału Drogowego PKP był pan Baśniak. Budynki stacyjne wyglądły tak samo jak dzisiaj. Pomiędzy torami leżały kupy śmieci. Za budynkiem poczty – idąc w kierunku poczty – stała duża, pokryta dachem drewniana szopa bez bocznych ścian. W niej magazynowano fortepiany i pianina, których żołnieże sowieccy pilnowali, a następnie ładowali do wagonów i wywozili w głąb Rosji. Tory kolejowe na trasie Malbork-Kwidzyn i Malbork-Myślice były rozebrane i wywiezione. Pozostały tylko podkłady. Mosty na Nogacie były wysadzone przez ustępujące wojska niemieckie. Od zwiadowcy stacji dowiedziałem się, że to on przejmował od przedstawicieli sowieckich władz wojskowych malborksą stację kolejową. Po ich odejściu poszedł do piwnicy, gdzie zauważył podłożony ogień. Znajdowało się tu dużo rzeczy łatwopalnych. Okazało się, że ogień podłozyli Rosjanie już po podpisaniu protokołu zdawczo-odbiorczego. Na szczęście ogień udało się ugasić. W przeciwnym razie stacja spaliłaby się. Jako komendant rejonowy wraz ze swoimi SOK-istami miałem obowiązek zabezpieczenia mienia kolejowego i bezpieczeństwa pasażerów na terenie powiatów: malborskiego, sztumskiego, elbląskiego i nowodworskiego. W tym czasie kursowały już pociagi z Malborka do Warszawy, Elbląga i Braniewa. Wszystkie pociągi były konwojowane przez strażników SOK. W Malborku zatrzymywało się dużo ludności niemieckiej, która po przenocowaniu na stacji, różnumi środkami komunikacji dostawała się do Tczewa, a stamtąd do Niemiec. Wśród zebranych na stacji ludzi przeważały kobiety i dzieci oraz mężczyźni a podeszłym wieku. W poczekalni SOK-iści nieraz musieli interweniować, gdyż ludność niemiecka była napastowana przez maruderów sowieckich i szabrowników. W porze wieczorowej i nocnej rozlegały się głosy gwałconych i wołających o pomoc kobiet. Wysłane tam patrole potwierdzały fakty gwałtów dokonywanych przez żołnieży sowieckich. W koszarach pełno było żołnieży, natomiast w budynkach przylegających do koszar mieszkali oficerowie, niektórzy nawet ze swoimi rodzinami. Pewnej nocy usłyszałem stukanie do swego mieszkania. Po odezwaniu się stwierdziłem, że przybysze rozmawiają ze sobą po rosyjsku. Gdy stwierdzili, że dzwonię na wartownię wzywając pomocy, oddali kilka strzałów w drzwi i szybko się oddalili. Na szczęście odbyło się bez ofiar. Przybyłemu potrolowi poleciłem spenetrować teren – ale bez rozultatu. Któregoś dnia otrzymałem meldunek, że na stacji kręci się trzech osobników: jeden w mundurze oficera WP, drugi w mundurze kolejarskim, a trzeci ubrany po cywilnemu. Okazało się, że byli to oficerowi Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, którzy przybyli w celu zorganizowania odpowiedniej placówki na PKP. Od nich dowiedziałem się, że moją osobę upatrzyli sobie na kierownika PUBP przy Oddziale Ruchowo-Handlowym w Tczewie. Obiecali, że otrzymam mieszkanie w Tczewie, stopień majora, umundurowanie i inne profity. Powiedziałem, że w tej sprawię muszę porozmawiać z żoną i udzielę odpowiedzi następnego dnia. Dzięki rozsądkowi mojej żony oddzwoniłem, że nie wyrażam zgody na objęcie promowanego mu stanowiska. Kiedy w 1949 r. Zostałem aresztowany, przypomnieli mu, że kiedy byłem mu potrzebny, odmówiłem pomocy, a teraz sam takiej potrzebuję. Swoją 6-osobową rodzinę sprowadziłem do Malborka na początku września 1945 roku. Po zakończeniu działań wojennych przez Malbork przeciągały powracające z zachodu wojska sowieckie. Przez miasto kobiety w mundurach pędziły na wschód duże ilości bydła. Wśród poganiaczy byli również żołnieże frontowi. Od nich za 10 litrów bimbru można było nabyć krowę. Zamek malborski był bardzo zniszczony i w dodatku niestrzeżony. Mógł wejść do niego każdy, kto chciał. Na dziedzińcu Zamku Średniego lażały powalone na ziemię cztery posągi wielkich mistrzów wykonane z brązu. W piwnicach zamkowych zamagazynowano wiele wartościowych przedmiotów i duże ilości alkoholu. W czasie organizowania swego biura posłałem do zamku kilku strażników po materiały kancelaryjne. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast papieru przywieźli platformą konną butelki z wódką. Za wyładowaną w piwniyc wódkę, otrzymaliśmy od Rosjan krowy i inne materiały żywnościowe, które ratowały nas od głodu. W tym czasie łątwiej było o mięso niż o chleb, po który musieliśmy jeździć aż do Bydgoszczy. Z nabytymi od żołnieży sowieskich produktami nie było żadnych problemów, gdyż mieliśmy swego rzeźnika i kucharza. W późniejszym czasie otrzymywaliśmy paczki amerykańskie. Komendant MO por. Marciniak odpowiadał mi, że przechodząc kiedyś koło zamku z ktp. Koszelą usłyszali dochodzącą stamtąd kłótnię. Po zastanowieniu się postanowili wejść do środka. Mieli przy sobie brań krótką. Tu, ku ich zdziwieniu, spotkali kilkuosobową grupę ludzi, przy których leżały duże ilości złotych kielichów i innych przedmiatów sakralnych stanowiących ogniś wyposażenie kościołów. Byli to ludzie z Warszawy, którzy nie mogli dojść do porozumienia w sprawie podziału łupów. Zatrzymali oni wówczas szabrowników wraz ze zrabowanym mieniem. Sam słyszałem o tym wypadku przez radio. Mówiono wówczas, że uczciwi oficerowie przekazali owe przedmioty do Muzeum Narodowego w Warszawie. Tymczasem żcie w Malborku, do którego przyjeżdżało coraz więcej repatriantów i osadników, toczyło się dalej. W 1946 r. Zorganizowano tu pierwszy powóch pierwszomajowy. Również w dniu 3 maja miał miejsce pochód i nabożeństwo w kościele. W pochodach tych brały udział władze miejskie i partyjne. Proboszczem parafii był ks. Feliks Sawicki, wysiedlony z Wołynia. Początkowo SOK-iści i członkowie Ochoteniczej Straży Pożarnej chodzili do kościoła ze swoimi komandantami grupowo. Kiedy maszerowaliśmy do kościoła, śpiewaliśmy piosenki partyznackie, gdyż większość z nas walczyła w lasach i znała tą melodię. Za naszym oddziałem szły gromady dzieci, a nawet ludzie dorośli. Pierwsza procesja Bożego Ciała szła całą szerokością ul. Kościuszki. Procejsę prowadził ks. proboszcz Feliks Sawiski, w otoczeniu oficerów WP i kolejarzy. Lecz później, po przysłaniu do naszych jednostek “politrunków”, zabroniono nam chodzić grupowo do kościoła.
MOJE HOBBY ZAPROWADZIŁO MNIE DO MALBORKA
Rankiem 19 kwietnia stanałem na tczewskim brzegu Wisły, by popatrzeć na jej nurt, bo jak wilka ciągnie do lasu, tak mnie zawsze ciągnęło nad wodę. Na lewo od zburzonego mostu kolejowego pracował prom, obsługiwany przez wojskową ekipę radziecką. Promem przeprawiały się to w jedną, to w druga stronę tabory wosjkowe, różnego radzaju pojazdy armii radzieckiej. Z rzadka trafiali się cywile, więc i mnie naszła chętka przeprawienia się na drugą stronę. Nieskrępowany większym bagażem, przez nikogo nie indagowany, a również sam nikogo nie pytając o pozwolenie, wcisnąłem się pomiędzy pojazdy ustawione na promiei popłynąłem za Wisłę. Pierwszy raz w życiu stanąłem na tamtym brzegu i jakby nic, wraz ze sznurem pojazdów i grupką milczących cywilów, skierowałem się w stronę wału. Bez większego wrażenia minąłem leżącego trupa starszej kobiety, porozbijane pakunki, walające się różnego rodzaju naczynia, połamane wózki, porzucone, rozdarte walizki. Za wałem pojazdy i ludzie rozpłynęli się, wszystko podążało gdzieś w swoim kierunku, ucichły nawoływania żołnieży, zagubił się warkot silników, grupka cywilów skierowała spieszne kroki w sobie wiadomum kierunku – i zostałem sam na bruku Lisewa. Że to było Lisewo jeszcze nie wiedziałem, dopiero później zauważyłem napis “Lissenau”. Przeszedłem całą wieś, nigdzie żywego ducha, gdzieś w oddali sylwetka człowieka. Instynktownie skierowałem się do budynku, w którym przeczuwwałem szkołę. W klasach porozrzucane, zdekompletowane długie czarne ławy, w jednej z głównych sal sporo narzędzi do zajęć praktyczno-technicznych. Zdjąłem z siebie jesionkę, zabrałem się do zbierania narzędzi i ich układania w szafie. Obszedłem inne sale, zajrzałem do izb mieszkalnych z pełnym, ale pozostawionym w nieładzie umeblowaniem, ze stołami zastawionymi kompletem brudnych naczyń i niedojedzonych potraw. Na podłodze baterie opakowań szklanych, zakrzepłe plamy rozlanych płynów, resztki odzieży itp., a przed progiem u wyjścia na podwórze zabita, wzdęta, z wyciętym pośladkiem – wielka krowa. Ostatni obrazek zniechęcił mnie do dalszej penetracji i dałem się w dalszą drogę. Natknąłem się na drogowskaz z napisem “nach Marienburg 18 km”. Napis ten przypominał mi sceny o Jurandzie, Danusi, o zamku z “Krzyżaków”, a także o 18 km. Prawie błyskawicznie powstało postanowienie: - co mi to szkodzi zobaczyć ten Marienburg. Pogoda była możliwa, deszcz nie padał, nogi dość silne więc w drogę. /.../ Doszedłem do Kałdowa, które jest mieszaniną swych różnorakich zabudowań – pustką pootwieranych drzwi i okien, nieładem i zaśmieceniem ponad miarę – nikorzystnie się prezentowało. Wstępiłem w obejście szkoły przy obecnej ul. Głównej, obszedłem klasy na parterze, z kolei udałem się na pierwsze piętro. W załomie schodów tkwiło zwalone, czarne pianino. Widocznie stoczyło się ze schodów, na zakręcie wbiło się swym ciężarem między barierę a ścianę – i tak pozostało. Było już późne popołudnie, gdy stanąłem nad Nogatem, z widokiem na zamek. Drewnianym mostem (był nieco inny niż obecny) pierwszy raz w życiu przechodziłem przez Nogat. Z lewej strony szerzyły się zęby zniszczone konstrukcje mostu kolejowego i mostu kołowego, na prawo od zamku wyciągały ramiona kikuty kominów i fragmenty scian po zburzonych budynkach Starego Miasta, a dalej w prawo dumna jak i dzisiaj – czerwieniła się znana wszystkim wieża ciśnień. Zamek od stronu Nogatu nie wykazywał bardziej widocznych zniszczeń. Czerwień ścian i dachów jego zabudowań, murów obronnychm budowli Starego Miasta, Gmach MRN stwarzał jakieś swoiste charakterystyczne uczucie smutku i przytłoczenia. Widok zamku od strony głównego wejścia, a szczególnie poszczerbione mury od strony południowo-wschodniej, olbrzymie wyrwy, odsłaniające fragmenty wnętrz pomieszczeń zamkowych, zniszczona wieża Zamku Wysokiego, rozbita kaplica i postrać Chrystusa, rozpiętego na ramionach wielkiego krzyża, umieszczonego na bocznej ścianie kaplicy zamkowej, a u dołu wraki rozbitych pojazdów, dział samobieżnych i czołgów pierścieniem okalających zamek – potęgowały uczucie smutku i przygnębienia. Ten niesamowity widok oraz cisza zalegająca wokół, stwarzały nastrój powagi, zmuszały do zatrzymania się i dokonania próby odtworzenia scen, jakie się w tym miejscu rozegrały. Nie pamiętam, gdzie spędziłem pierwszą noc w Malborku. Przypominam sobie, że wszedłem do jakiegoś mniej okazałego domu i prawdopodobnie na jednej z górnych kondygnacji, w mieszkaniu z pełnym wyposażeniem zatarasowałem drzwi wejściowe i na jakiejś leżance zasnąłem. Następnego dnia znalzałem się na obecnej ul. Grunwaldzkiej, gdzie w pomieszczeniach dzisiejszego narożnego sklepu spożywczego już istniała pierwsza w Malborku stołówka dla grupy Polaków, którzy rozpoczęli pracę nad organizowaniem władzy ludowej i odbudową normalnego życia. Tego samego dnia jako sekretarz Urzędu Ziemskiego zająłem się orgaznizowaniem kancelarii, ściągniem materiałów i przyborów piśmiennych, załatwianiem korespondencji i wypisywaniem zaświadczeń na przydział działek rolnych i ogródków działkowych. Kierownikiem tej placówki był ciągle pykający fajkę inż. Edmund Chełchowski, a sprawy finansowe prowadził nieżyjący już dziś pan Wiech. Wykonany przeze mnie szyld “Urząd Ziemski w Malborku” wywołał gorącą dyskusję wokoło pisowni końcówki w nazwie “Malbork” czy “Malborg” i przez długi czas jedni pisali przez “k” inni, których w pewnym okresie było nawet więcej, pisali przez “g”, co uwidaczniały niektóre pieczęcie urzędowe. /.../ My, Polacym, mieliśmy dwucześciowe legitymacje przepustki, wydane z jednej strony w jezyku polskim z podpisem i pieczątką Pełnomocnika Rządu RP, a z drugiej w języku rosyjskim z podpisame i pieczątką “Komendanta Marienburg”. Na rękawach jedni nosili opaski biało-czerwone, inni czerwone. Od czasu do czasu zachodziałem nad Nogat, by znalezionymi wędkami popróbować szczęścia. I rzeczywiście szczęście dopisywało. Takiej rybnej wody, jaką był Nogat w pierwszych latach powojennych, jeszcze w swoim życiu nie wiedziałem. W pierwszych dniach maja 1945 roku do Malborka zaczęły napływać transporty repatriantów, a również coraz więcej przybywało rodzin niemieckich z powojennej wędrówki. Malbork ożywił się. Dzieci w Malborku przybywało, więc z końcem maja 1945 roku opusciałem Urzęd Ziemski i przystąpiłem do organizowania szkoły. Do pracy wykorzystywano również obywateli niemieckich. Miejscem zbiórki każdego ranka był teren obecnego lodowiska i placu targowego (wówczas strzelnica) i właśnie na tym terenie z rozkazu władz zbierali się Niemcy obojga płci i stąd byli zabierani do pracy. Codziennie rano chodziłem na plac apelowy, gdzie wyznaczano mi kilka kobiet niemieckich do pracy. Prowadziłem je do budynku obecnego Liceum Ogólnokształcącego i rozpoczynałem sprzątanie, wstawianie szyb, ustawianie ławek, naprawę tabloc, gromadzenie kredy. W widocznych miejscach naszego obecnego śródmieścia rozwiesiłem następujące ogłoszenie '...'. Nauka rozpoczęła się 11 czerwca 1945 roku i trwała do 19 lipca tego roku. Szkoła posiadała trzy klasy i była pierwszą polską placówką oświatową po długich latach niewoli. Nowy rok szkolny 1945/46 rozpoczął się 5 września 1945 roku w uprzednio przygotowanym do zajęć budynku dawnej szkoły poszechnej ul. Żeromskiego 45.
MOJE WSPOMNIENIA ZE STACJI PKP MALBORK
Po wyzwoleniu Malborka przez wojska radzieckie w marcu 1945 roku i po ustaniu działań wojennych mosty na rzece Nogat i Wiśle były zerwane, a stacja kolejowa powaznie zdewastowana. Czynne były tylko dwie linie kolejowe na odcinkach: Iława-Malbork i Malbork-Elbląg. Stacja została obsadzona przez kolejowe oddziały wojsk radzieckich. Już w kwietniu 1945 roku przybyła tutaj polska kompania SOK w ilości 180 ludzi, która zaczęla ochraniać ważne obiekty kolejowe przed dalszą dewastacją. Dowódcą kompanii był ob. Panek , a większość strażników wywodziła sie z danych partyzantów i członków ruchu oporu z województwa kieleckiego i łódzkiego. Byli to ludzie odważni i zdyscyplinowani, którzy z czasem przeszli do innych służ, a wielu z nich do dziś pracuje na PKP w Malborku. 31 maja 1945 roku przybyła do Malborka pierwsza grupa pracowników służby ruchu, skierowana z Tczewa pociągiem przez Smętnewo-Prabuty na polecenia DOKP Gdańsk. Dyrekcja urzędowała w tym czasie w Bydgoszczy. Wtedy w budynku stacyjnym na piętrze urzędował już pierwszy zawiadowca stacji Władysław Konieczny, mianowany przez DOKP. Mieszkał tutaj z rodziną. W grupie pierwszej znajdowali się .... . Umieszczono nas w starej noclegowni na piętrze. Byłą to pora ciepła, więc każdy na słomie się przespał. Następnego dnia została wyznaczona służba. Podzielono nas na trzy zmiany i przydzielono jako podwójną obsadę do kolejarzy radzieckich. Przez cały pierwszy tydzień zapowiadano pociągi po łączności selektorowej w języku rosyjskim. Linie kolejowe z Malborka przez myślice do Olsztyna i Malborka do Torunia przez Grudziądz były rozebrane. Kursowały tylko pociągi wojskowe w kształcie podkowy: Iława-Malbork-Elbląg i z powrotem. Na liniach tych czynne były tylko cztery stacje: Iława-Prabuty-Malbork-Elbląg. 7 czerwca 1945 roku, stacja Malbork została przekazona przez wojska radzieckie władzy polskiej, tj. PKP. Jakie były wtedy warunki pracy i płacy, łątwo sobie wyobrazić. W nocy z 6 czerwca na 7 czerwca wojska Kolei Radzieckich spaliły celowo pomieszczenia w budynku naprzeciw koszar., gdzie mieściły się telegraf i telefony i odjechały rano w kierunku Elbląga. Pozostała tylko łączność za pomocną pisemnych zgłoszeń. Nieczynne były semafory i rozjazdy. W zdewastowanych nastawniach iglice przekładano za pomocą łomów. Byliśmy bez żadenj łączności telefonicznej i telegrafiznej przez cały czerwiec 1945 roku. Pociągi kursowały abrdzo rzadko w umówionych odstępach dwóch godzin. Szybkość ich wynosiła od 15-20 km/h. Brak było kompletnie urządzeń zabezpieczających ruch pociągów. Nie były czynne semafory wyjazdowe i wjazdowe. Pociągi wjeżdzały na rozkazy szczególne. Brak było nawet przeciwwag do rozjazdów, które pracownicy przekładali łomami, każdą iglice oddzielnie. Cała zmiana poracowników służby ruchu mieściła się na parterze nastawni MB, a po każdy pociąg trzeba było wychodzić do pierwszej zwrotnicy wjazdowej, skąd pracownik pilotował go pomału na stację. W mieście i na stacji brak było prądu, gazu i wody. Czynna była tylko jedna studnia w obrębie stacji, od strony alei Wojska Polskiego, w ogrodach budynku PKP, gdzie czekały długie kolejki ludzi po wode pitną. Nocne służby organizowaliśmyprzy latarniach stajennych i przy lampach karbidowych, które pracownicy przywieźli ze sobą, a beczkę karbidu znaleźliśmy w piwnicy stacyjnego budynku, któego wygląd był opłakany. Wszędzie brak było szyb, w wiatr hulał, robiąc przeciągi. Pomieszczenia poczekalni były przepełnione ludźmi, zwłaszcza Niemcami i autochtonami, którzy wracali z ucieczek na swoje miejsca. Na ulicy Kościuszki był zwał gruzów od obecnego sklepu rybnego przez całą ulicę na wysokości kilku metrów. Sklepy i punkty usługowe nie były czynne. W mieście można było zauważyć od czasu do czasu szabrowników, którzy, co tylko dało się “zorganizować”, zwozili do zajmowanych mieszkań. W pierwszym okresie brakowało zwłaszcza chelba, mąki, mięsa, cukru, tip., tj. podstawowych poroduktów potrzebnych do życia. W powietrzu unosił się zaduch rozkładanych ciał, które można było znaleźć w zakamarkach miasta i parku. Większość całych domów na przedmieściu Piaski I i ulic od Cukrowni do Nowej Wsi oraz ul. Grunwaldzka zajęte były przez wojska radzieckie. Po dwóch tygodniach pobytu 14 czerwca 1945 roku my, pracownicy stacji, zameldowaliśmy się w Komendzie Miasta, gdzie otrzymaliśmy dowód zameldowania w języku polsko-rosyjskim. Kolejarze więc byli jednymi z pierwszych, którzy przybyli do malborka. Przed nami były już wyładowane trzy transporty repatriantów w województwa wołyńskiego, którzy zajęli przeważnie budynki gospodarcze na przedmieściach Malborka. Od nich właśnie kupowaliśmy mleko, które było bardzo potrzbne dla nas i dla dzieci. Jeden z transportów repatriantów stał na przeciw Parowozowni Malbork i nie chciał się wyładować, uważając, że są to tereny niebezpieczne. Wybuchła tam epidemia tyfusu, przez co tory od 101-117 są nazywane do dzisiaj “tyfusem”, bo wtedy pracownicy nie wiedzieli jak nazwać te tory. Potem, po usilnych zabiegach wyładowali sie wreszcie z wagonów. Na niektórych torach stacji Malbork były wyrwy do 20-50 cm u przejazd, zwłaszcza po bocznych torach był bardzo utrudniony i niebezpieczny. W czerwcu razem z trzema pracownikami ruchu zająłem wolne mieszkanie przy ul. Wiosennej 21. Na dowód zajęcia mieszkania wywiesiliśmy flagę polską i na drzwiach kartkę z napisem: “mieszkanie zajęte...” W lipcu przyjechała grupa przydzielonych 20 pracowników, którzy obsadzili kasy: towarową, stacyjną i biletową. W sierpiniu ruszyły pierwsze pociągi pasażerskie z tzw. “towosków”, tj. Wagonów towarowych tymczasowow przydzielonych do przewozu podróznych. W miesiącu lipcu 1945 roku łącznościwocy PKP doprowadzili wreszcie łączność telefoniczną pociągową z Prabutami i Iławą po jednym przewodzie, co dało możłiwość porozumienia się w sprawach pociągów. Jeszcze nadal brak było żywności i sklepów. Pierwszym kierownikiem biura personalnego na stacj ibył Leon Kraiński, a zaopatrzeniowcem Ignacy Drumiński. W Parozowni Malbork maszyniści urychomili dwa stare parowozy typu belgijskiego i austriackiego, które zaczęły pracowac przy przetkoach. Bufet stacyjny objęła rodzina Walenciaków, która częściowo zaspokajała potrzeby podróżnych w tych trudnych czasach. Powstawiano szyby w oknach i na zimę 1945/46 budynek stacyjny był oszklony. Służba zabezpieczenia, która w międzyczasie się zorganizowała, zaczęła działać. Podłączyła głównie rozjazdy na obsługę ręczną, nie uzalezniona jeszcze od semaforów, a dyżurnego ruchu przeniesiono na peron trzeci, zaprowadzając połączenia telefoniczne na posterunki, co miało dać możliwość kierowania ruchem po torach głównych stacji... Dużą pomoca dla pracowników kolejowych była stołówka kolejowa przy ul. Dworcowej, gdzie za drobną opłatą można było kupić obiad lub talerz ciepłej zupy. Na zimę w październiku lub listopadzie 1945 roku, podłączono na stacji wodę miejską, co poważnie ułatwiło nam pracę. W odbudowie zniszczonych urządzeń zabezpiczających wyróżnili się tacy pracownicy służby zabezpieczeniach ruchu. Włożyli oni dużo pracy, aby zniszczone urządzenia najpierw przsytosować do obsługi ręcznej według tablic kluczowych, skrzyń i bloków zabezpieczających, a następnie do uruchomienia zastawni mechanicznej oraz urządzenia elektryczne, co dało możliwość zwiększenia biegu pociągów z 20 km/godz. do 80 km/godz. Zwiększyła się też ilość kursujących pociągów, co poprawiło zaopatrzenie miasta i powiatu w niezbędne artykuły potrzebne do odbudowy. Oddano wreszcie w roku 1947 most na rzece Nogat, co prawda tylko jednotorowy z dostaw UNRRA. Przedłużono zatem kursowanie pociągów do Lisewa, a przez Wisłę nadal przejeżdżano promem. Odbudowano dwie linie kolejowe: Malbork-Myślice-Olsztyn i Malbork-Toruń przez Grudziądz. Kolejarze stacji Malbork w roku 1946 zaczęli sprowadzać rodziny i życie zaczęło się normować...
LATA MINIONE
Wiosną 1945 roku po całkowitym zakończeniu działań II Wojny Światowej droga do Malborka prowadziła mnie przez miasto Tczew. Rzekę Wisłę przepłynąłem prowizorycznym drewnianym promem, ciągnionym żelazną liną przez czterech bardzo silnych mężczyzn. Dalszą 18 km drogę z Lisewa do Malborka odbyłem piechotą z walizką w ręku. Żadne bowiem pociągi na tym odcinku drogi nie kursowały w tym czasie, a to z powodu zburzonych mostów kolejowych i miejscami zerwanych torów. Inne środki komunikacji z Tczewa do Malborka nie istniały w ogóle. Przemierzając tę trasę krok za krokim, ze sumtkiem spoglądałem na napotykane po drodze wisoki, w których jakby wygasło życie. Wszędzie panoszyły się bujnie rosnące na polach chwasty. Gdzieniegdzie mijałem zepchnięte z drogi zniszczone czołgi pozostawione przez uciekające wojska niemieckie. Szedłem bez wypoczynku, aby jak najprędzej znaleźć sie w wyzwolonym Malborku. Zatrzymałem się dopiero, gdy stanąłempo raz pierwszy w swoim życiu nad rzeką Nogat, którą z trudnością poznałem, przechodząc ostrożnie po kładkach zbitych z desek i chwiejących się. Wchodząc do Malborka od strony Kałdowa, ujrzałem leżące w gruzach dawne zabudowania Starego Miasta, zniszczone w wyniku działań wojennych. Rozpoznałem tylko poważnie uszkodzony ratusz, w którym mieścił się dawny niemiecki magistrat, zamek malborski i mniej uszkodzony kościół św. Jana. Malbork z zamkiem krzyżackiem znałem tylko z historii, toteż mimo zmęczenia długą pieszą podróżą, w samym dniu wstąpiłem do zamku. Kiedy już przekroczyłem zwodzony most drewniany i stanąłem w bramie osłaniającej dziedziniec zamkowy, omal nie cofnąłem się z przerażenia. Na dziedzińcu zobaczyłem okazałej wielkości posągi byłych cesarzy i wielkich mistrzów zakonu krzyżackiego butnie spoglądających, jakby zagradzającymi mi wstęp do zamku. Za chwilę strach minał, gdyz przyglądając się tym postaciom bliżej, zauważyłem, że są one podziurawione strzałami z karabinów. Będą już pewniejszym siebie, poszedłem obejrzeć stojącą otworem Salę Rycerską. Dalsze zwiedzanie komnat zamkowych uniemożliwiały zwały gruzów i grożące życiu niebezpieczeńśtwo. Po paru tygodniach po raz drugi w życiu stanąłem na dziedzieńcu zamku malborskiego, ale już twardą stopą i z wielką dumną narodową, bo brałem udział w uroczystym zawieszeniu na tym gmachu historycznego Godał Polskiego na północnej wewnętrzenej ścianie od strony dziedzińca. Nie dostrzegłem już wówczas wspomnianych posągów cesarzy i wielkich mistrzów – władców tego zamku. Musieli oni opuścić swój posterunek w nadnogackiej twierdzy. Wartę w tym miejscu trzymała teraz honorowa kompania Wojska Polskiego, przybyła na historyczną uroczystość zawieszenia Godła Polskiego – Białego Orła. Nawiązując do wspomnień pierwszego dnia pobytu w Malborku, poważnie zastanawiałem się wieczirem, gdzie znajdę nocleg. Dowiedziałem sie, że działa już Państwowy Urząd Repatriacyjny, więc udałem się do niego. Tam zapewniono mi nie tylko nocleg, ale i niezłe, jak na te czasy, wyżywienie. Drugiego dnia z samego rana skierowłem swe kroki do miasta, aby zwiedzić śródmieście, gdzie zobaczyłem większość budynków zniszczonych. Chodziłem środkiem jezdni, gdy ze sterczących zębów ścian i walących się kominów spadały zwały cegły, co zagrażało życiu. Na zburzonych sklepach poniemieckich i cmentarnych nagrobkach rzucało się wiele nazwisk o brzmieniu polskim. Nie można było spotkac ludzi poza osobami wojskowymi. Napotkani miejscowi mieszkańcy zwracają się twarzą do mnie, mówili “gut morgen”, a niektórzy podnosili rękę do góry, jak im wpajano na “Heil Hitler”. Jednakże orientując się, że mają do czynienia z nowymi gospodarzami taj ziemi, szybko opuszczali rękę do dołu. Rozglądają się za ewentualnym mieszkaniem, napotkałem w dzielnicy Wielbark mały domek przy ul. Polnej, juz oszabrowany. Do domku tego sprowadziałem niebawem swą rodziną i zamieszkałem w nim na stałe. W domku tym nie było żadnych urządzeń wodociągowych, elektrycznych i gazowych . Wodę zmuszony byłem czerpać ze studni oddalonej o cały kilometr od miejsca swojego zamieszkania. Aby zapownić sobie i rodzinie jakieś znośne warunki bytowe, udałem się do ówczesnego Starostwa Powiatowego, oferując swą pracę. W tym czasie było bardzo mało chętnych do pracy, gdyż część przybyłych na te tereny wolała szbrować i trudnić się spekulacją, co przynosiło znacznie lepsze korzyści. Urzędujący w tym czasie starosta powiatowy Augustyn Szpręga przyjął mnie bardzo życzliwie i z wielkim zadowoleniem, oświadczając, że nie mamy jeszcze nalezycie zorganizowanego Urzędu stanu Cywilnego. Skutek jest taki, że noworodki nie mają sporządzonych aktów urodzeń, narzeczeni czekają na swe śluby, a zwłoki chowa sie bez uprzedniego sporządzenia aktu zgonu. Z miejsca zaproponował mi zorganizowanie USC i objęcie stanowiska urzędnika stanu cywilnego. Ranga teog urzędu była mi nieco znana, ponieważ do wyjazdu zza Buga pracowałem w terenowej radzie narodowej w Janówce. Zatem propozycję tą przyjąłem i przystąpiłem do orgznizowania Urzędu Stanu Cywilnego. Jednak nominacja na to stanowisko musiała być zatwierdzona przez Pełnomocnika Rządu Rzeczypospolitej Polskiej. Taką nomicnaję otrzymałem. Pierwszą moją czynnością było odszukanie ksiąg stanu cywilnego w administracji poniemieckiej i lokali, odpowiadających zabezpieczeniu tych ksiąg. Znalazłem te księgi porozrzucane w korytarzach i piwnicach - wszystkie tomy począwszy od r. 1874 do miesiąca stycznia 1945 r. tj. Wprowadzenia świeckiej rejestracji na tym terenie i to w dwóch tomach każdą księgę. Te drugie tomy, tzw. Wtóropisy na zarządzenie władz zwierzchnich, zostały przekazane w 1949 r do NRD. Lokal na umieszczenie USC znalzałem w Zarządzie Miejskim, lecz okna nie miały szyb i krakowało szkła na oszklenie. Onka te zostały oszklone w późniejszym czasie. Wypisując metryki z tych ksiąg, stwierdziłem w nich większość nazwisk o brzemienu polskim..., co świadczy o polskości zemi malborskiej. Stwierdziłem również, że nazwiska o brzmieniu poslkim za czasó władzy hitlerowskiej w latach 1934-1944 były przymusowo zmieniane na nazwiska o brzemienu niemieckim, co wynika ze wzmianek umieszczonych na marginesie akt. Aby USC mógł w pełni działać, trzeba było założyć nowe księgi stanu cywilnego, lecz w całym mieście nie mogłem znaleźć czystego papieru. Siłą faktu musiałem uzyć do tego celu makulatury z niemieckim pismem, a miejscowa drukarnia dokonałą odpowiedniego nadruku w jezyku polskim na drugiej stronie.